sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 16

Po wyjściu z sali zasłoniono rolety. Wszsycy usiedliśmy na krzesłach i rozmyślaliśmy. Nad tym co było.. Nad tym co będzie jak i nad tym co jest. Nie wiem co robić. Po 30 minutach zjawił się doktor prowadzący z nowymi wieściami.
-Wybudzili się. Stan jest w miarę stablilny i pozostają na obserwacji przez następne 2 dni.
-Da się z nimi porozmawiać?
-Jasne, Tylko nie stresować ich. Sami chcieli ze sobą porozmawiać.
-Oczywiście-Odrzekł Liam.
Weszliśmy do sali. TI i Niall leżeli i rozmawiali. Widać, że nie była to przyjemna rozmowa. Ciekawe...
-Cześć. Jak się czujecie?
-Dobrze-Odpowiedział chłodno Niall.
-Co mu się stało?
-Ciii... Jest zmęczony-Szepnęła TI
-Cześć Niall!-Rzekł radośnie Zayn
-Czego chcesz?
-Jak się czujesz?-Zapytał Zayn a wszyscy siedzieli cicho oczekując na dalszy ciąg akcji.
-A jak mam się czuć? Z jakimś gównem w ręce.-Odpowiedział znów Niall a TI zaśmiałą się pod nosem na co Niall sapnął.
-Co Ty kurwa okres masz?-Zapytał się Zayn.
-Ale śmieszne-Odpowiedział Niall któy najwyraźniej nie chciał dalej prowadzić konwersacji.
*TI*
Ciekawe co mu się stało...
-A co się właściwie stało w tym samolocie?
-Nie wiem. Dali nam jakieś żółte coś do wody i dupa. Ubraliśmy i patrz gdzie jesteśmy.
-Hahah... Musiałaś...Już nie mówię, ile osób zginęło-Powiedział Louis.
No tak... NIe przemyślałam tego. Odezwał się Niall
-Możecie wyjść? Chcę chwile porozmawiać z moją dziewczyną!
-Okej.. Okej.. Poprosić nie łaska?
-Nie.
-Dobra. Pa. Jutro zajrzymy.
-My już nie...-Odrzekli rodzice TI.
-Dzisiaj musimy wrócić do Londynu. Odwiedźcie nas kiedyś.
-Dzięki mamo. Pa wszystkim!-Niall się nie odezwał. Co się dzieje...
-Niall! Co się stało!
-Przecież tylko udawałem żeby ich odstraszyć.
-Aaaa... To było nie miłe.
*2 dni później*
Siedzimy w domu w Mullingar. Chłopcy wyjechali do Londynu. Jest dzisiaj zimno. Leje deszcz. Jest ciemno na dworze mimo wczesnej godziny, I tak ma być cały dzień. Oglądamy z Niallem film. Rozmawiamy.. Wspominamy i śmiejemy się. Rodzice Nialla są bardzo mili. Polubiliśmy się i myślę, że zaakceptowali nasz związek. Już nic nas nie boli po locie w dół. Opowiemy to swoim wnuką. Z zamyśleń wyrwałą mnie propozycja Nialla. Chciał obejrzeć jakiś horror.
-Mam już dobry film.
-No to dajesz.
-A nie zeszczasz się w nocy?
-Nie!-Uderzyłam go żartobliwie w ramię.
Dobra.. To był zły pomysł. Film się zaczął a po moim ciele już przechodzą ciarki. Niall widocznie to zauważył więc zostawoił mnie samą w pokoju. NIe wiedziałam gdzie idzie.
*10 minut później*
Niall przyszedł z popcornem i kocem. KOmputer postawił dalej. Mnie okrył kocem i sam zaraz tam wskoczył. Jest strasznie zimno...

piątek, 11 lipca 2014

15 CD

-Dobra.. Zjemy coś innego...-Po tych słowach wyciągnęłam z szafki dwie miski, mleko i płatki. Nie muszę chyba opowiadać co zrobiłam dalej. Po posiłku bez słowa poszłam do góry jeszcze na chwilkę położyć się spać przed najprawdopodobniej dzisiejszą podróżą
***
Minęła ok. godzina od tego gdy zasnęłam. Moje bagaże trzymał już Niall. Akurat wychodził z naszego pokoju. Nie miałam zamiaru wstać... Przewracałam się z boku na bok ale nie mogłam zasnąć. Byłam zmuszona wstać. Podniosłam się z miękkiego łóżka i wstałam na nogi po czym założyłam swoje czerwone Converse. Najmądrzej postąpię chyba wtedy kiedy pójdę do Nialla na dół. Nie będzie musiał się wracać.
*~~*
Siedzimy w samolocie. Niall śpi na moich kolanach a ja się nudzę. Ten to wie co robić w samolocie... Chcę zasnąć lecz nie mogę ze względu na to, że moją głowę odwiedzają myśli które przerażają mnie z sekundy na sekundę bardziej. Z zamyśleń wyrwał mnie krzyk kapitana. Po chwili do wszystkich podbiegała stweardessa i wręczała jakieś balony. Gdy doszłą do nas kazała obudzić Nialla. Zrobiłąm to. Ten nie wiedział o co chodzi. Gdy dostaliśmy balony okazało się, że są to kombinezony któe zapobiegną utopieniu się. Nakazano włożyć otrzymane kombionezony oraz zapiąć pasy. Nagle rozniósł się głos systemu *Przygotowanie do lądowania "wodnego"* Byłam przerażona i cały czas trzymałam Nialla za rękę. On natomiast przeklinał pod nosem. W oczach miałam śmierć.  Poczułam ogromne uderzenie. Obraz Nialla który obejmuje mnie z zamkniętymi oczami to ostatni jaki udało mi się ujrzeć. PO chwili jego uścisk rozluźnił się ale dalej trzymał. Ja z resztą tak samo. Miałąm przed sobą ciemność. Po prostu czarno.
*Louis*
Co się kurwa dzieje. TI ani Niall nie dopowiadają na telefony. Wszyscy siedzimy w salonie i się o nich martwimy. Postanowilismy odczekać chwilę pzed telewizorem. Jest już późno. Dawno powinni być w Mullingar.Włączyłem telewizor natomiast wszyscy chłopcy rozeszli się po domu.
*Wiadomości*
W Irlandi dramat:
Rozbił się samolot startujący z Londynu lecący do Dublina. Zginęło 7 osób z czego 5 jest w ciężkim stanie. Dokonano identyfikacji zwłok. Natomiast osoby w ciężkim stanie przebywają obecnie w szpitalu w Dublinie na Sesame Street. Rodziny prosimy o kontakt.
I wtedy wszystko było jasne. Ogłosiłem wszystkim co się stało po czym Zayn skłonił mnie do zadzwonienia do szpitala w Dublinie.
-Tak słucham. Szpital na Sesame Street.
-Dzień Dobry. Chciałem się zapytać o TI.TN oraz Nialla Horana. Czy przebywają w Waszym szpitalu?
-Owszem. Przebywają tu. Natomiast nie mogę przekazać dodatkowych informacji.
-Jestem członkiem zespołu w którym gra Horan oraz tak jakby bratem TI.
-Nie interesuje mnie to. Rodzina Nialla już zjawiła się tu. Przepraszam. Nie mogę z Panem w tej chwili rozmawiać.
-Dobrze. Pa
Byłęm wkurwiony na maksa. Nie mogę się o niczym dowiedzieć... Ta cała sytuacja jest dziwna. Ogłosiłem wszystkko chłopakom po czym pobiegłem do góry pakować się. Zakupiłem bilety do Irlandi dla wszystkich. Chłopcy też się już pakowali. Wyruszyliśmy w drogę. Jest strasznie. Zamówiłem taksówkę na lotnisko. Nawet nie zapłaciłęm kolesiowi i poprosiłem o wypisanie rachunku. Mój samolot już odlatywał. Więc radziłem spieszyć się chłopakom.
*~*
Na samolot zdążylismy. Wylądowaliśmy w Irlandi. Na wstępie do taksówki dałem kolesiowi kase i nie prosiłem o resztę. Kazałem tylk oszybko podjechać pod szpital.
*15minut później*
Jesteśmy pod szpitalem. Nawet nie wiem, czy Niall i TI żyją. Weszłem do środka i nawet nie interesowalo mnie to czy chłopcy idą za mną czy postanowili zostać w samochodzie i mieć na to wyjebane. O właśnie... NIe zamknąłem samochodu. A chuj z tym... To nie jest teraz ważne. Potem się tym pomartwię. Podszedłem do rejestracji i zapytałem gdzie leży Niall Horan oraz TI. TW. Pani udzieliła mi chociaż tyh informacji. Doszlem do  podanego mi miejsca. Czekałem na lekarza prowadzącego. Na korytarzu siedziała mama Nialla oraz jego tata. Do tego doszli rodzice TI. Przywitałem się z nimi po czym wyszeł lekarz prowadzący.
-I co z nimi?-Spytał rozwcieczony Zayn.
Po tych jego slowach lekarz skierował się do rodziców obojga i zapytałczy możemy otrzymywa cinformacje na co pokiwali głową.
-Dobrze. Więc ich stan jest w miarę stabilny ale nie na tyle aby wypisać ich. Niall oraz TI mają między innymi złamane obojczyki, 2 żebra oraz dziewczyna doznała urazu stopy . Mianowicie złamania z przemieszczeniem. Dość mocnym. Są już po operacji nastawiającej kości i powiodła się.
-Ale przeżyją?-Pyta tata Nialla.
-Raczej tak. Ale jeszcze nic nie jest pewne.
-MOżemy tam wejść?-Spytałem
-Mhhmmm... Tak. 10 minut,
-Dziekujemy!
-Ale nie stresujcie ich. Spokojnie prosze was bardzo.
-Dobrze. Będziemy uważać.
-Dziekuję.
Weszliśmy do sali. Leżała tam TI oraz Niall. Byli nieprzytomni i źle wyglądali. Patrzyliśmy na nich przez jakieś 5 minut po czym na sali rozniósł się głośny alarm. Bardzo głośny, Do sali wbiegły pielęgniarki oraz cała ekipa wraz z doktorem prowadzącym leczenie obojga. Siłą wyciągnięto nas z sali natomiast wszyscy zlecieli się nad łóżkami obojga. Nie można było ustalić komu coś się stało. Byłem zdruzgotany. To wszytko mnie wykańcza...

niedziela, 22 czerwca 2014

UWAGA!

Odznaka już w sobotę więc miesiące przygpotować mam za sobą. Teraz tylko trening, trening, trening. Więc jest wycisk. Rozdziałnapisze może w tym tygodniu w co wątpię a jeśli nie to w drugim tygodniu wakacji zajmę się blogiem. Będzie to decydujący rozdział. Najpierw rozreklamuję bloga i napiszę. Jeśli nic to nie da to nietsety muszę napisać rozdział z THE END na końcu :(
Dziękuję

środa, 21 maja 2014

Przepraszam...

Cześć! Jak niektórzy wiedzą jeżdżę na koniach. Od baaaardzo dawna. Więc postanowiłam coś z tym zrobić. Zdaję odznaki jeździeckie tydzień przed wakacjami. Więc muszę się uczyć 345 pytań. Nie będę mieć czasu na pisanie... Jeszcze mi się wszystko pokomplikowało. Okazało się że tydzień po egzaminach mam jechac na obóz jeździecki do tego samego klubu. (SK Moszna). Jeszcze w stajni mam sprawę z dzierżawą koni więc cudem będzie to jeśli uda mi się do wakacji napisać jeden, pożądny rozdział....

sobota, 10 maja 2014

Rozdział 15

Obudziłem się. Było już jasno mimo to nie wiedziałem która jest godzina. W moim pokoju panował straszny bałagan ale nie chciałem sprzątać. TI już nie spała.
-Cześć-Powiedziałem uśmiechając się do niej
-Cześć Niall. Co z tym wyjazdem do Mullingar?
-Przepraszam.. Ale chyba musimy jechać tam bez chłopaków.
-Dlaczego?
-Bo chcę być z Tobą w moim domu w Mullingar. A chłopcy i tak nie rwą się aby pojechać.
-A oni już wiedzą?
-No pewnie! Zgadzają się. Powiedieli że w tym czasie ogarną cały dom.
-Dobrze.
-Ale my tez będziemy mieć coś do roboty.
-Co?
-Będziemy sprzątać mój dom haha
-Ok! Nie spodziewam się tam jakiegoś bałaganu.
-A kiedy jedziemy?
-Jutro albo dzisiaj. Pakuj się!
-Teraz mi to mówisz? Już się pakuję!
-Ja już gotowy. Powodzenia! Idę na dół robić śniadanie.
***TI***
Gdy Niall wyszedłz pokoju ja wzięłam walizkę i spakowałam do niej potrzebne rzeczy. Zakłądam że jedziemy do Irlandi na 3/4 dni. Czyli jak wcześniej w planach. Ja chcę jechać dzisiaj. Nie ma na co czekać. Obawiam się trochę spotkania z rodziną Nialla ale mam nadzieję że się polubimy. Pakowanie zajęło mi 2 godziny. Zachciało mi się jeść więc postanowiłam zejść na dół. Po chwili namysłu zdecydowałam się na zejście. Otworzyłam drzwi. Poczułam zapach czegoś spalonego. Zbiegłam na dół po schodach i zobaczyłam Nialla. Smarzącego parówki.
-Co Ty robisz?
-Bo chciałem zrobić parówki z serem. Ale się troszkę przypiekło-W tym momencie chłopak posłał do mnie swój niewinny uśmiech.
-No dobra.. Zjemy coś innego..
*********************************************************************************
Taka próbka nowego rozdziału. NIe jest to nowy rozdział. Jeszcze wezmę go do edycji i napiszę ciąg dalszy. Takie coś napisałam aby już byłą zapowiedź. Jutro lub w następną sobotę albo i wcześniej. Jest to wytłumaczenie dlaczego nie polecieli do Irlandii. :)

czwartek, 8 maja 2014

Prolog (Opinia)

Postanowiłam napisać takie opowiadanie opisujące mojego bloga który kiedyś tam powstanie. Prosze o szczere opinie w komentarzach.
*********************************************************************************
~~Niall~~
-Widziałem to.. Zamknąłem oczy i zobaczyłem. Monitor komputera a na nim moje zdjęcia. I chłopców. To było trudne do zrozumienia. Ale po chwili połapałem się, że właśnie widzię życie oczami fanki. Codzienność. Dzisiaj miałem dzień wolny. Była godzina 6:00 Co Ona robiła o tej godzinie na komputerze? Nie rozumiałem nic co pisała. Więc wklepałem kilka słów w google tumacza. Minęła chwila.. I już.. Już wiem! Mam do czynienia z Polish Directioner. Pisała coś o koncercie. Ale to się nie liczyło. Byłem ciekawy jak wygląda jej dzień. Cały czas leżałem w łóżku. To mnie przerastało. W sumie nie chcę być w jej skórze. Chodzenie do szkoły ghh.. Nawet wyłapałem kilka słówek po polsku. To chyba było tak.. Cześć, Nie, Tak.
W sumie nie za dużo ale doceniam to. To było bardzo dziwne. I właśnie w tej chwili przypomniałem sobie, że dzisiaj jedziemy do Polski ponieważ jutro gramy tam koncert. Od razu uśmiech pojawił mi się na twarzy. Byłem ciekawy, czy nieznajoma osoba, którą widzę po drugiej stronie też na nim będzie. Nie zamierzałem dłużej zwlekać i zacząłem się pakować. Czułem czyjeś oczy skierowane na mnie jednak byłem sam w domu. Ughh.. Straszne uczucie. Cały dzień chodziłem po domu myśląc nad koncertem aż nagle zadzwonił mój telefon... Okazało się, że to Louis. Chyba rozsądniej będzie odebrać niż zignorować to szczególnie że miał prowadzić samochód gdy będziemy jechać na lotnisko. Odebrałem telefon.
-Cześć Horan!
-Słucham Louis.
-Nom.. Wyciągaj swoje walizki przed dom. Jedziemy podbić Warszawę.
-Pasuje mi to w 100%. Już wychdzę.
W tej chwili rozłączyłem się i w pośpiechu zniosłem swoje ciężkie walizki z góry, wziąłem klucze i wyszedłem z domu upewniając się, że wszystk ojest wyłączone i szczelnie pozamykane. Gdy byłem już pewny, że mogę wyjechać odwróciłem się na pięcie podnosząc w tym samym czasie walizki z ziemi. Moim oczom ukazał się MÓJ samochód. Przeraził mnie ten widok. No ale w sumie pasowało mi to. Lepiej w swoim samochodzie. Gdy wsiadłem na tylnie miejsca samochodzu wszyscy już tam siedzieli. Nawet nie prosiłem o tłumaczenie tej sprawy. Ruszyliśmy przed siebie. Na lotnisko jedziemy ok. godziny. Przez całą drogę miałem zamknięte oczy. Widziałem znów ten obraz. Tego co widzi ta fanka. Stała przed hotelem. W pierwszym rzędzie. Czekała na nas. Ale przecież po wsyztskich odprawach na lotnisku dojedziemy na jakieś 5 godzin. Gdy się "obudziłem" byliśmy już w pobliżu lotniska. Po 5 minutach mogliśmy już wysiadac. Nasz samolot stał już gotowy do drogi. Więc po 2 godzinach czekania nie wiem na co mogliśmy już do niego wsiąść i wyruszyć do kraju w którym koncert był najbardziej oczekiwany...
*********************************************************************************
Mam już pomysł na kolejną część tego oto bloga. Jeśli chcecie mogę piać raz na jakiś czas małe części tego opowiadania. Ale jeśli będzie to kwetsia 1 osoby to chyba będę robić to w wiadomościach bo nie ma sensu :)

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Przepraszam za rozdział 15!

Przepraszam że nie napisałam po YSF rozdziału 15. Ale do dzisiaj nie potrafię się ogarnąć po tym co zrobił Kwiat <3

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 14

...Odwzajemniłam pocałunek. Gdy doszło do mnie to co właśnie zrobiliśmy odepchnęłam blondyna od siebie i wpatrywaliśmy się sobie w oczy. W naszym pokoju trwała niezręczna cisza, którą przerwały otwierające się drzwi. Był to Louis. Wściekły Louis. 
-No.. No.. Pięknie! 
-Ale co??-Odezwał się Niall
-No piękna piosenka. Tylko na przyszłość troszkę ciszej!
-Dobrze.. Dobrze.. 
-No ja myślę. Teraz już.. Odkładać mi te długopisy i pod kołdrę! 
-Dobrze.. dobrze.. Przepraszamy!
-Spoko. Tylko wam zgaszę światło. 
-Dobra..-Gdy Louis zobaczył że spaliśmy pod jedną kołdrą był wyraźnie jeszcze bardziej poirytowany. 
-Co Wy? Pod jedną kołdrą śpicie?
-Nom-Ponownie odezwał się Niall
-Ahh.. Dobra. Jak chcecie... TI! Pogadamy jutro.
-Dobrze-To było pierwsze i ostatnie słowo wypowiedziane przeze mnie bo Louis wzdychając ciężko wyszedł z pokoju. Światło było zgaszone. Patrzyłam na odwróconego plecami do mnie Nialla. Chyba coś wyczuł ponieważ powędrował oczami na mnie. 
-Niall. Musimy pogadać-Powiedziałam lekko 
-Wiem. Przepraszam.
-Niall.. Musimy o tym zapomnieć i żyć dalej. Louis by nas pozabijał gdyby to zobaczył!
-Ale ja.. ja.. Ahh.. Jutro o tym pogadamy. Mam obawy że Louis o tym wie.
-Skąd? 
-Jutro rano pogadamy i Ci powiem.
-Okej, Dobranoc. 
-Dobranoc-Mruknął pod nosem Niall
Dalej wpatrywałam się w udającego że śpi Nialla. W końcu i ja zamknęłam oczy i zasnęłam.
~*~
Obudziłam się dzisiaj dość późno bo o 10:00. W pokoju było ciemno ponieważ rolety były maksymalnie zasłonione. Gdy już doszłam do Siebie przejechałam wzrokiem po pokoju. Siedział tam Niall, w samych bokserkach. Był strasznie zamyślony i mruczał coś pod nosem ale nic nie zrozumiałam.
-Niall?
-TI? Co? Słucham.-Chłopak zerwał się z miejsca i wślizgnął się pod kołdrę.
-Niall. Mieliśmy porozmawiać.
-Wiem. Jednak omówimy to wieczorem, po Twojej rozmowie z Louisem.
-Ale Niall! 
-Bez ale. Musimy z tym poczekać. 
-No dobrze..-Po tych słowach Niall uśmiechnął się do mnie, Wyszedł spod kołdry i zaczął układać sobie grzywkę. Po czym założył jakiś dres i bluzę. Zaraz po tym ja wstałam i również włożyłam jakiś wygodny dres. Nie miałam co robić więc zeszłam na dół. Udawałam, że nic się wczoraj nie wydarzyło i starałam normalnie patrzeć się na Nialla. Louis obserwował naszą parę. Nie było to przyjemne. Zapytałam Nialla czy mogę zrobić sobie kanapkę. Ale on powiedział że sam mi zrobi. Nie przeszkadzało mi to a nawet ułatwiło zaistniałą sytuację. Gdy zjadłam śniadanie podziękowałam wszystkim obecnym przy stole i odeszłam do salonu. Zaraz za mną poleciał chyba Louis. Gdy weszłam do pokoju, w którym miałam zamiar się znaleźć obejrzałam się za siebie i zobaczyłam Louisa.
-TI musimy porozmawiać.-Louis wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą do swojego pokoju. Panował tu niesamowity porządek. 
-TI Widziałem wszystko co wydarzyło się wczoraj. 
-Ale jak to..
-Nom.. Masz talent jeśli o to chodzi. Ale nie na ten temat. Chyba wiesz o co mi chodzi.
-Wiem- Po odpowiedzi spuściłam głowę w dół.
-No właśnie. I mam do Ciebie pytanie, Mogę je zadać?
-Oczywiście.
-Czy Ty i Niall jesteście.. No ten... Jesteście razem?
-Że co?-Uniosłam wzrok na Louisa.
-Czy jesteście razem?-Odpowiedział nieśmiało
-Nie Louis.. Nie jesteśmy. 
-To co to była ta sytuacja z wczoraj
-Sama nie wiem. Będę rozmawiać o tym dzisiaj z Niallem. A czemu pytasz?
-Bo czuję się jak Twój brat. 
-Sweet jesteś
-Dobra.. Dobra.. Idź do Nialla i pogadaj z nim o tym. 
-Dzisiaj wieczorem gadamy. A teraz idziemy na zakupy.
-Dlaczego? 
-Postanowiliśmy że musimy razem spędzić ten dzień aby móc bez stresu porozmawiać wieczorem.
-No dobrze.. Ja też muszę wszystko przemyśleć.
-To nie przeszkadzam! Idę się szykować!
-Ok! Miłych zakupów 
***Louis***
Nie wiedziałem co myśleć o tej sytuacji. Mój przyjaciel podrywa moją jak jakby siostrę. Z drugiej strony to dobrze. W końcu sobie znalazł kogoś, kto go nie zrani. W przeciwieństwie do tej Holy
***Niall***
Przemyślałem wszystkie sprawy dotyczące mnie i TI. Zdałem sobie sprawę, że jest to ta osoba z którą chcę być. Tylko jak jej to powiedzieć? Chyba Louis zna ją najlepiej. Właśnie z tego powodu skierowałem się do jego pokoju. Chciałem z nim pogadać na ten temat jednak bałem się reakcji. On to widział. Wie o wszystkim. Nie minęło 10 sekund a już znalazłem się przed pokojem najstarszego członka 1D. Louisa.
Zapukałem do pokoju przyjaciela, Gdy krzyknął "Proszę" Od razu wślizgnąłem się do pokoju. 
-Louis
-Słucham..Niall.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?
-Wiem że wszystko widziałeś-Chłopak podniósł się do pozycji siedzącej i udostępnił mi miejsca na łóżku.
-Niall.. Wiem że zarywasz do TI
-Ale..
-Co ale? Ja wszystko widzę. Nie jesteśmy ślepi Niall. Powiem Ci tak:
Jest to dziewczyna, która nie zrani Cię tak jak Holly. Więc nie bój się. Wiem, że się boisz do dziś ale ona taka nie jest.
-Ale jak jej to powiedzieć?
-Nie ma sensu pleść scenariuszy. 
-No dobrze..
-Cieszę się, że w końcu sobie kogoś znalazłeś.
-Dzięki za rozmowę 
-Spoko. Widzę, że się już ogarnąłeś. TI już chyba czeka na Ciebie na dole. Nie schrzań tego. 
-Obiecuję, że nic się nie stanie.
-Mam nadzieję. Trzymajcie się!
-Dzięki! Pa!
Po wyjściu z pokoju Tomlinsona skierowałem się na dół. Lou miał rację. TI już tam stała. Podbiegłem do niej, złapałem za rękę i poprowadziłem do samochodu. Pojechałem z nią na zakupy do marketu. Tym razem bez ochroniarza. Założyłem kaptur i czarne, przeciwsłoneczne okulary. Do sklepu dojechaliśmy po około 10 minutach. Tutaj już mogłem zdjąć okulary.
-Jesteśmy!-Powiedziałem
-Fajnie. Co kupujemy?
-No jakieś żelki no i coś do picia na dzisiejszą rozmowę. 
-To aż tak długo potrwa? 
-No tak. Nie wiesz jeszcze co Cię czeka kochana-Weszliśmy do sklepu, napakowaliśmy to na co mieliśmy ochotę do wózka. Dużo tego było. Gdy podeszliśmy do kasy pani dała nam rachunek. DO zapłaty 120.50
-To zaszalałeś Niallerku-Szepnęła mi do ucha TI a po moim ciele przeszły ciarki.
-Ja zapłacę-Zaproponowała TI.
-Nie ma mowy.-Nie dałem jej nic powiedzieć bo wyciągnąłem odpowiednią sumę ze swojego portfela i zapłaciłem. Nasz koszyk przepełniony był żelkami i napojami. Nie zbyt zdrowo ale ma być przyjemnie. Zakupy zajęły nam ok. 3 godziny. Była już godzina 19:00 
-O! Akurat się wyrobimy. Dzisiaj bez kolacji-Powiedziałem spoglądając na tylne siedzenia samochodu obładowane żelkami.
-No chyba nie-Zaśmiała się pod nosem TI.
Gdy dojechaliśmy do domu zaczęliśmy rozpakowywać nasze zakupy i zanosić do pokoju na łóżko. Wszystko było załadowane żelkami. Zeszliśmy na dół zapytać się co z Harrym. Na dole siedzieli już wszyscy domownicy. Prócz jednego.
-I co z Harrym?-Zapytałam
-Lepiej. Wybudził się wczoraj w nocy, dzisiaj został na obserwacji. Liam u niego był i opowiedział o wszystkim. 
-Okej. A kiedy wypis?-Zapytał Niall
-Może jutro albo po jutrze. Zobaczymy jaki będzie jego stan. Jutro nie planujcie nic bo jedziemy do niego.-Powiedział złośliwie Zayn.
-Dobra-Odpowiedziałem
Złapałem TI za rękę i pociągnąłem do kuchni. Była bardzo drobnym człowiekiem jak na swój wiek co nadawało jej uroku. Gdy tylko zniknęliśmy za ścianą wziąłem ją na ręce i zaniosłem na górę. Otworzyłem drzwi do swojego pokoju po czym zamknąłem je. Położyłem TI na stercie żelków znajdującej się na moim łóżku i położyłem się obok.
-Mieliśmy pogadać-Powiedziałem pewnie
-A co Ty taki pewny jesteś?-Zaśmiała się pod nosem
-Miałem Ci coś powiedzieć. 
-No pamiętam.. Nie dokończyłeś. Co miałeś na myśli nie dokańczając swojego zdania?
-Emm.. Ja. ja.. emm. Kocham Cię-Wpatrywałem się w jej oczy. Były szeroko otwarte. Penie tak samo jak ja nie miała zielonego pojęcia co zrobić. Więc wbiłem się w jej usta, po czym lekko popchnąłem na bok tak, aby się położyła. Gdy już leżeliśmy na naszych zakupach odepchnąłem ją lekko i czekałem. Na odpowiedź lub odrzucenie. Jednak TI dalej nie wiedziała co zrobić. Po chwili namysłu wtuliła się w mój tors i wyszeptała
-Też Cię kocham-Szepnęła mi do ucha. Byłem szczęśliwy, że udało mi się w końcu związać z kimś po sytuacji z Holly. Ale to już inna historia. Nie wiem komu mam dziękować za TI. To było niesamowite uczucie.
-Jemy żelki?-Powiedziałem wciąż patrząc na TI.
-Haha! Tylko to Tobie w głowie kochany. Oczywiście. Tylko pójdę się wykąpać. 
-Dobrze! Ja też pójdę na dół!
-Dobrze.
-Jak skończysz to zawołaj mnie-Zaproponowałem mojej nowej dziewczynie. 
-Oczywiście że zawołam Ciebie.
Wziąłem potrzebne rzeczy, zszedłem na dół i skierowałem się w stronę łazienki.
Niestety trzeba przejść przez salon a ja nie mam ochoty się im tłumaczyć ze wszystkiego. Pewnie Louis już wygadał. Uznałem że muszę się odważyć i odpowiedzieć na wszystkie pytania z ich strony. Przekroczyłem próg salonu i już się zaczęło.
-I jak?-Zapytał Louis
-Ogłaszam iż oficjalnie jesteśmy parą. 
I w tym momencie poleciały gwizdy i oklaski w moją stronę Ale miłość nie jest na pokaz i nie rozumiem tego. Więc tylko uśmiechnąłem się i skierowałem się w stronę łazienki. Kąpiel zajęła mi 15 minut. Podczas relaksującego pobytu pod natryskiem postanowiłem ubrać bokserki i wyjść z łazienki. Gdy wyszedłem Louis rzucił do mnie tekstem
-Chyba wam nie muszę dawać dodatkowej kołdry.
-No chyba nie haha
I wtedy ruszyłem do pokoju w którym leżała już TI i jadła żelki,, którymi po chwili podzieliła się ze mną. Wieczór minął na na gadaniu o niczym. W końcu zrzuciliśmy wszytkie rzeczy  z łóżka i poszliśmy spać.
CDN
*********************************************************************************
Mam nadzieję że się podoba rozdział. Pisałam go dość długo. BRAK WENY! Ale nie wytrzymam 2 miechy bez pisania. Przepraszam

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 13 (You&I)

(Rozdział z okazji You&I)
-Louis! Zabiję Cię jak tam zejdę!-Tylko tyle zdołaliśmy usłyszeć, Ponieważ chłopak zdążył już zsunąć się z dachu. Wszyscy pobiegliśmy na drugą stronę. Harry siedział na oknie do sypialni które jak na złość było zamknięte i nie bardzo można było je otworzyć. Po chwili chłopak spadł.
***TI***
Byłam przerażona widokiem spadającego mojego przyjaciela z dachu. Od razu podbiegłam. Łzy automatycznie napełniały moje oczy. Bez chwili namysłu zadzwoniłam po karetkę. Chłopcy wypędzili ekipę reporterów spod domu i czekali na karetkę. Nie wiedziałam co robić. Po 5 minutach przyjechała karetka, Harry był nieprzytomny.
-Gdzie on jest?-Zapytał jeden z lekarzy
-Tam, na trawniku-Szepnął Niall, który stał obok mnie i patrzył na mnie z nadzieją, że pocieszę go słowami "wszystko będzie dobrze". Lecz podeszłam do niego i przytuliłam blondyna ponieważ nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa. Louis pojechał karetką z Harrym a ja i reszta pojechaliśmy samochodem. Poprowadził Zayn bo chyba on znosił to najlepiej.
~*~
Gdy dojechaliśmy pod szpital Zayn nawet nie zdążył się zatrzymać a my już staliśmy obok samochodu. Gdy ten zaparkował cała nasza czwórka bo Perrie została w domu pobiegła do szpitala. 
-Gdzie leży Styles?-Zapytał Niall recepcjonistki, która popatrzyła na niego z powagą spod okularów
-6 piętro gabinet 9-Odpowiedziała-Na co szybko pobiegliśmy do wskazanego gabinetu. Na korytarzu chodził już we wszystkie strony poddenerwowany Louis. 
-I co z nim-  Spytałam drżącym głosem Louisa
-Badają go-W jego oczach widziałam, że coś ukrywa. Miałam zamiar dowiedzieć się co. 
-Louis-Powiedziałam z oczekiwaniem prawdziwej odpowiedzi
-Badają go ale...
-Co ale?
-Nie jest chyba dobrze.
-Ale co?-Gdy dokończyłam z sali wyszedł prowadzący leczenie Harrego.
-I co panie doktorze?-Zapytałam z ciekawością
-NIe jest dobrze. Poważny uraz głowy i złamana ręka, Ręka nie jest aż tak ważna ale uraz głowy jest na prawdę poważny. O jego życiu decyduje teraz ten dzień i noc. Dalej jest nieprzytomny ale można do niego wejść. Wypisany będzie za 2/3 dni. Ale to zależy od jego stanu końcowego. Będą kontrole co trzy dni. 
-Dobrze. Wejdziemy do niego-Odezwał się za mnie Niall
-I jeszcze coś..-Powiedział pan doktor
-Słuchamy?
-Kogo upoważniacie to możliwości uzyskiwania informacji o stanie zdrowia pana Stylesa?
-Wszystkich obecnych na tym korytarzu-Powiedział Louis. Na korytarzu nie było nikogo prócz nas. Doktor spisał nasze dane i mogliśmy spokojnie wchodzić do Harrego. 
-O boże-Tylko to mogłam wydusić z siebie po ujrzeniu chłopaka. Wyglądał strasznie. Był blady a usta miał sine. Usiadłam na krześle obok łóżka z resztą jak reszta i zaczęłam płakać pod nosem. Jego ręce były zimne. Nigdy nie widziałam człowieka w takim stanie. Obok mnie usiadł Louis i Niall. Objęli mnie ramieniem z każdej strony. Dodali mi tym otuchy, Louis szepnął mi do ucha
-Wszystko będzie dobrze. 
Uśmiechnęłam się do niego co zdecydowanie nie spodobało się Niallowi. To było słodkie. Ta jego zazdrość.. Niestety trzeba było już wyjść z sali gdzie leżał mój przyjaciel z loczkami. Wsiedliśmy do samochodu. Louis wcisnął się gdzieś między nas i jakoś dojechaliśmy. Gdy już przyjechaliśmy do domu ja bez słowa poszłam do przydzielonego mi pokoju. Wzięłam potrzebne rzeczy i poszłam pod prysznic. Po 15 minutach spędzonych w toalecie byłam gotowa do wyjścia. Zgasiłam światła w domu i poszłam do pokoju Nialla. Nie było go tam jeszcze. Pewnie był w kuchni. Sprawdziłam która godzina. 22:00-ooo.. Chyba pora spać. Położyłam się w tym czasie gdy do pokoju wszedł blondyn. Z długopisem w ręku i dwoma notesami. 
-Cześć-Powiedział uśmiechając się do mnie
-Cześć
-Idziesz spać?
-Tak.. Już czas,
-Ja też. Dobranoc!
-A kąpiel?
-Na dole się wykąpałem. Nie martw się
-Hah., Nie martwię się tylko dbam o swoich przyjaciół
-Hah.. miło 
Niall zgasił światło w pokoju i nagle przypomniało mi się o Harrym, Zaczęłam szlochtać pod nosem. Niall chyba to zauważył bo wtulił się we mnie i powiedział, że wszystko będzie dobrze z Harrym. To było niesamowite jak jeden człowiek-Niall potrafi mnie zrozumieć. Nie.. Nie.. Przecież to niemożliwe. Nie mogłam się w nim zakochać. Directioners by mnie znienawidziły!-Kłóciłam się tak ze sobą z 15 minut aż w końcu zasnęłam. Niestety w środku nocy musiałam się obudzić. Lampka była zapalona. a Niall siedział, Siedział na krześle obok łóżka. Zapłakany z długopisem i notesem w ręku. Podeszłam do niego. Otarłam delikatnie łzy z jego policzka. On jednak uśmiechnął się do mnie i znów zaczął pisać. 
-Co tam piszesz?
-Piosenkę. Piosenkę dla Ciebie, Harrego..  One Direction i fanów.
-Mogę.. Mogę przeczytać?
-Po co. Zaśpiewam Ci. 
-Niall. Dasz radę?
-Czemu nie?-Zapytał zdziwiony chłopak
-Jesteś cały zapłakany.
-Zaraz też będziesz.-Popchnął mnie delikatnie na łóżko uśmiechając się i zaczął:


I figured it out
I figured it out from black and white
Seconds and hours
Maybe they hide to take some time


I know how it goes
I know how it goes from wrong and right
Silence and sound
Did they ever hold each other tight like us?
Did they ever fight like us?

You and IWe don't wanna be like themWe can make it 'till the endNothing can come betweenYou and INot even the Gods aboveCan seperate the two of usNo, nothing can come betweenYou and IOh You and 

-Niall.. To jest piękne. Skąd masz ten tekst?
-Z życia. Piosenka jest o naszych fanach i przeżyciach z wczoraj.
-To jest cudowne. Masz talent kochany.
-Jak chcesz być kochana to możesz pomóc mi w pisaniu.
-Hah.. Oczywiście że Ci pomogę. A może teraz takie coś:

I figured it out
Saw the mistakes of up and down
Meet in the middle
There's always room for common ground

-Tak.. To jest świetne. Patrząc na tą zwrotkę to piszesz lepiej ode mnie kochana.
-Wow! Udało mi się! 
-Co?
-No jestem kochana hah
-Zawsze byłaś i będziesz-Niall spoważniał.
-Ty też-Powiedziałam dla rozluźnienia atmosfery między nami. Pisaliśmy dalej. Dałam się ponieść emocjom i razem napisaliśmy wspaniały tekst.
-Mam pomysł. Teraz to nadawać będzie się dla Louisa. To jet jego głos:

I see what it's like
I see what it's like for day and nigh

-Jakieś propozycje na dokończenie?-Chłopak zaśmiał się złośliwie pod nosem.
-Oczywiście

Never together
Cause they see the things in a different light
Like us
But they never tried like us

-Może skończmy już tą zwrotkę refrenem.
-Dobrze.
We can make it if we try
You and I

-To jeszcze może ktoś zaśpiewać pod koniec tych dwóch refrenów.
-Dobrze-Powiedział Niall.
-Bardzo dobrze się z Tobą pracuje.-Mimo napisanej piosenki cały czas myślałam o Harrym. Z zamyśleń wyciągnął mnie zachrypnięty głos blondyna. 
-Z Tobą też. Powtórzymy to kiedyś?
-Z Tobą zawsze-Niall znów spoważniał a nasze ciała jakby przypłynęły do siebie i stworzyły całość. Niall złapał mnie w tali a nasze usta spotkały się w pocałunku. Nie wiedziałam co robić. Odwzajemniłam pocałunek. 
CDN
*********************************************************************************************Rozdział został wymuszony. Z okazji teledysku do You&I w tym opowiadaniu wszystkie wydarzenia uznajmy że są opóźnione. Potem najwyżej usunę rozdział i napiszę od nowa :)
Maja

środa, 16 kwietnia 2014

STOP!

UWAGA! Zawieszam bloga. Nie ma za dużo czytelników i się nie opłaca. A nikt nie będzie chciał dojść do czytania takiego bloga gdy będzie 30 rozdział szczególnie że nie jest zbyt ciekawy. Będzie to zawieszenie stopniowe. Czyli jeden rozdział na ok 2 miesiące do końca roku 2014... Chyba że sytuacja poprawi się szybciej.

piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 12

-Louisowi coś się stało!
-Że co?
-Co chodźcie-Krzyczał Zayn i nie mógł się uspokoić.
-Podejrzane to-Szepnęłam Niallowi do ucha na co on kiwnął głową w moją stronę. Gdy weszliśmy do pokoju Lou okno było otwarte.
-Gdzie Louis!?-Zapytał Niall
-Wyjrzyj przez okno! Ja i Niall szybko podbiegliśmy do okna. Louis leżał na trawie.
-Zayn! Szybko! Trzeba po niego iść!!!
W pośpiechu ubrałam jakieś dresy, kurtkę i pobiegłam na dwór, pod okno z którego wypadła ta gapa.
-Louis! Louis!!!
-C-czego?-Zapytał ledwo żywy chłopak?
Po chwili przyszedł Niall
*******Perspektywa Nialla*************
-Jedziemy do szpitala-Powiedziałem spokojnie. Niepokoiła mnie a sytuacja. TI nie wiedziała co robić. Nie mogła wyciągnąć kluczy z torebki bo tak jej się ręce trzęsły!
-Daj te klucze! Ja będę prowadzić-zaproponowałem.
-Dzięki.
-Nie ma za co-Powiedziałem
'zapakowaliśmy' z Zaynem i TI Louisa do samochodu i ruszyliśmy. TI usiadła z tyłu aby asekurował "zmarłego" Louisa. Znaczy zmarłego.. Oddychał. Ale baliśmy się że przestanie. Gdy dojechaliśmy do szpitala wyłączyłem silnik samochodu Louis nagle się przebudził
-OŻYŁEM!-Krzyknął na cały głos. a Zayn zaczął się śmiać. Louis też.
-Ale że o co chodzi-Spytałem
-Prima Aprilis!
-Ty debilu! Prima Aprilis było już dawno!
-A co za różnica-Powiedział Lou
-Wiesz co? Tobie chyba na serio coś się poprzestawiało w głowie gdy wypadłeś z tego okna-Powiedziała TI.
Wróciliśmy do domu i położyliśmy się znów spać.
*********Perspektywa Liama********************
-Obudziłem się w nocy. Zayn wykrzykiwał na cały dom jakieś pierdoły, postanowiłem nie reagować. Podniosłem się z łóżka, ubrałem się i udałem się na dół w sprawie zrobienia sobie śniadania.
W kuchni napotkałem Louisa i Zayna siedzących przy stole. Nie zauważyli mnie. Więc gwałtownie schowałem się za pudrową ścianą
-Nosz kurwa! Louis! Nie wypaliło! Co im wywijamy?-Rzucił cicho Zayn
-Nie wiem..-Odparł nie chętnie Louis.
-Mam pomysł! Pewnie Liam zaraz zejdzie i będzie robić sobie kanapki i herbatę!
-I co?
-Klasyczny numer! Wsypiemy zamiast cukru sól, Pomieszamy herbaty a sałatę do kanapek namoczymy kwasem z cytryny!
-Okok..
-Więc do roboty!-Powiedział Zayn.
A od kiedy naszego Bad Boy'a wzięło na kawały. Najbardziej interesowało mnie to, co nie wypaliło. Pewnie TI i Niall coś o tym wiedzą. Pozwoliłem chłopakom dokonać swój numer. Bo sam wymyśliłem coś przeciwko im.Gdy przekroczyłem prób pokoju ujrzałem parę grzebiącą w telefonach.
-Witam was drodzy Facebookowicze!
-Hah.. Cześć Daddy!-Powiedział Niall
-Cześć Leeroy!-Powiedziała TI.
-Co wczoraj się działo w nocy? Bo Zayn narzeka że coś nie wypaliło!
-Już Ci opowiadamy..-Powiedział Nialler
***
Gdy opowiedział mi cał a historię jeszcze bardziej chciałem im oddać. Więc powiedziałem mu co szykują Lou i Zayn po czym wtajemniczyłem ich w mój plan.
-Dobra.. Chodźmy na dół bo muszę coś ogłosić-Powiedział Nialler.
-Ok. chyba już pora. Jeszcze 15 minut bo się przebiorę-Powiedziała TI.
**Po 15 minutach**
-Idziemy!-Powiedziała TI
-Ok!
Szybko zeszliśmy na dół. Ja zrobiłem sobie jak zwykle herbatkę. Wyczułem po zapachu która to.
-Hej! Lou! Zayn! Chcecie kanapkę?
-Dobra!
-Ok!-Odpowiedzieli a Niall i TI przyglądali się.
Gdy zrobiłem kanapki a do nich posłodzoną solą herbatkę zdziwiłem się. Chyba zapomnieli.. No.. Ale minęły już 2 godzinki!
-Omg! Znowu się nie udało!
-Zayn! Ty wieśniaku!-Powiedział Louis jak to on.
Harry dalej spał co mnie dziwiło.
-Harryyy!
-Co?-Odpowiedział z góry.
-Co robisz?-Ubieram się!
-Ok!-Zchodzź na dół!
Po 5 minutach lokers był już na dole.
-Siadać wszyscy, Niall chce coś powiedzieć!-Krzyknąłem.
-Dajesz Niall
-Więc tak:
Jutro jadę do Irlandii.
-No i co??-Spytał Louis
-I Wy też musicie!
-W końcu!-Krzyknął Zayn. Bardzo lubił tam jeździć.
-TI też jedzie-Dodał blondyn
-No oczywiście!-Rzucił Harry-Dobra.. Ja idę coś zobaczyć przy moim oknie.
-Wy już się nie bawcie lepiej przy tych oknach!-Ostrzegałem. Ale moje ostrzeżenia chyba były na marne. Przekonałem się o tym po sytuacji która nastąpiła 20 minut temu.
Dalej siedzieliśmy przy stole i gadaliśmy o niczym. Zaczęliśmy słyszeć po kolei głos Harrego docierający z dworu. Wszyscy wybiegliśmy na dwór. Na dachu zauważyliśmy Loczka leżącego na czubku dachu w krótkich spodenkach.
-Weźcie mnie stąd!
-Już!-Krzyknął Louis tak aby dotarło do niego.
Wszyscy zaczęli robić mu zdjęcia. Jednak Louis był szybszy i pierwszy wrzucił na fb.
-Wow! Już 5000 polubień.
-HARRY! Masz zniszczone życie w internecie!-Krzyknął złośliwie Zayn.
-Ejj! Ale jakoś musimy go ściągnąć!-Powiedziałem.
Po chwili zlecieli się reporterzy. Pewnie zobaczyli to zdjęcie.
-O nie! Tylko nie to!-Żalił się Harry
-Sorry Hazz! Musiałem-Wydarł się Louis
Po 5 minutach pojawił się Zayn z drabiną.
-Wow! 25000 polubień i 10000 kom.
-Louis! Zabiję Cię jak tam zejdę!
CDN
*********************************************************************************
Rozdział bardziej oparty na dialogach. Mieszany. Wszyscy biorą w nim udział. Przepraszam że te dwa rozdziały są mniej ciekawe. Jak widzicie wyjazd do Irlandi odbędzie się "jutro" Bo nie mogę opisywać już tak tylu dni. Zanudzicie się tu na śmierć. A ja nie chcę zrażać ludzi do swojego sposobu pisania ;)


wtorek, 1 kwietnia 2014

Uwaga!

Część! Piszę z propozycją abyście może wymyślili imię dla [TI]. Po prostu od tego pisania i próbek rozdziałów zaczynam sama na siebie mówić TI. Więc mam propozycję abyśmy wymyślili jakieś angielskie imię. Ma ktoś jakąś propozycję??

Rozdział 11

-No i co teraz zrobisz Louis???-Odparł spokojnie Liam
-Wejdę na drzwi i zacznę skakać.-Odpowiedział
-Ok!-Powiedział złośliwie Liam.
-Ejj! Ale spokojnie! Na pewno da się to inaczej załatwić-Odrzekła Perrie.
-Nie!-Krzyknął Niall
-Dobra.. Już idę!-Powiedział Lou
Wszedł na drzwi. Nie musiał nawet skoczyć a już się otworzyły. Odskoczył na bok trzymając zamykające się drzwi w podłodze. Liam poszedł mu pomóc. Gdy już otworzyli i wysunęli drabinę wszyscy po kolei zeszli. Gdy wszyscy byli na dole zatrzasnęliśmy drzwi w suficie. Chłopcy poszli do swoich pokoi a ja i Perrie zeszłyśmy na dół robić kanapki. Po ok. 30 min. były gotowe. Zawołałyśmy wszystkich. Od razu usłyszałyśmy bieg po schodach. Byli to chłopcy. Rzucili się na kanapki jak nigdy. Zupełna odmiana. Robiło się już ciemno. Więc postanowiliśmy przewietrzyć się puki jeszcze jasno. Dzisiejszy dzień był bardzo dziwny. Widać było, że Niall chce coś powiedzieć. Po 2 godzinach rozmowy weszłam do domu bo było już ciemno i zimno. Weszłam do góry, poszłam do łazienki i wzięłam krótki prysznic. Wieczorna toaleta zajęła mi zaledwie 15 minut. Poszłam do pokoju Nialla. Jeszcze go tam nie było. Ale  przeczuwam że zaraz będzie. No nic.. Usiadłam na łożku i myślałam.. Myślałam o czasach, kiedy Louis nie był sławny, kiedy miałam szafkę obok niego. No i dniu, w którym to wszystko się skończyło. Z tych myśli wyrwał mnie odgłos otwieranych drzwi. W drzwiach ukazał się blondyn z uśmiechem na twarzy. Przeszedł oczami po pokoju i powiedział mi zwykłe cześć. W sumie niczego innego nie oczekiwałam. Wszedł w głąb pokoju i usiadł po drugiej stronie łóżka. Zaczął grzebać w telefonie. Ja jednak postanowiłam się położyć. Gdy już to zrobiłam Niall poszedł do łazienki. Pewnie poszedł się kąpać. Bo słyszałam lecącą wodę z łazienki. Wrócił po ok. 30 min. Wow! To nawet mi poszło szybciej! Położył się obok mnie i siedział cicho. Chyba nie chciał rozmawiać. Natomiast mi strasznie na tym zależało. Ale nie wiedziałam jak zacząć. W końcu rzuciłam:
-Co chciałeś powiedzieć przez cały dzień?
-Nic. A czemu pytasz?
-Niall! Ja to widzę! Nie jestem ślepa!
-Ale ja nic nie mam do powiedzenia!
-Na pewno?
-No.. Może jest jedna rzecz o której powinnaś znaczy powinniście wiedzieć.
-Słucham..
-Bo muszę lecieć do Irlandii. Rodzice chcą abym zabrał też was.
-To chyba wspaniała informacja.
-No nie do końca..
-Czemu?
-Bo.. B-bo oni myślą że jesteś moją dziewczyną.
W tym momencie mnie zatkało. Nie wiedziałam co powiedzieć. Między nami panowała cisza, którą przerwał śmiech Nialla. Ja też zaczęłam się śmiać.
-hahahah...
-To kiedy jedziemy?-Zapytałam
-Hah.. Za 3 dni..
-No dobra.
-A co z  kwestią "moja dziewczyna"?
-No mogę chwilkę poudawać. Wiesz..
-Ale wiedz, że Louis będzie wkurzony.
-Wiem.. Troszkę boję się jego reakcji.
-Zobaczymy jak będzie.
-Już się boję
-No.. Może być ciekawie
-Nom..
Popatrzyłam na zegarek. Było już późno. Zbyt późno na tą rozmowę.
-Nom.. Chyba pora spać-powiedziałam
-Też tak uważam. Dobranoc!
W nocy obudził mnie głos Zayna. Wtargnął do naszego pokoju i zaczął się wydzierać.
-Niall! TI! Chodźcie! Szybko! Coś się stało z Louisem!
CDN
*********************************************************************************
Oto rozdział 11. Przepraszam że krótki i nic się nie działo. Ale nie miałam weny. Przyczytałaś/łeś? kom proszę :)

sobota, 22 marca 2014

Rozdział 10

*Rozdział dedykowany Małej Dziewczynce*

***Harry***
Film dobiegł końca. I dobrze. Miałem już dosyć. Takie filmy mnie nie interesują. Ale zgodziłem się na kino ze względu na to że chcę wykorzystać wolny czas na maksa.
***TI***
Gdy film się skończył od razu wyszliśmy z sali. Louis cały czas mruczał pod nosem Niall coś pisał w telefonie a Harry? Jak to on. Zamyślony i prawie podeptał jakąś małą dziewczynkę.
-To do domu?-Zapytałam
-Tak-Odpowiedział Liam który wcześniej z Zaynem wyjadał resztki popcornu.
Każdy był czymś zajęty a ja nawet nie wiedziałam co zrobić z rękami. W końcu zdecydowałam się na włożenie ich do rąk. Wyszliśmy z budynki i udaliśmy się w stronę samochodu. Gdy wsiedliśmy Zayn włączył radio i płytę Little Mix.
-Ooo.. Zayn! Znamy już to na pamięć!-Krzyknął na niego Louis. Ten udawał że nie słyszy. Gdy dojechaliśmy do domu chłopcy poszli zapewne do kuchni. Ale ja wolałam iść na górę, wykąpać się i pogrzebać na Twitterze. Co też zrobiłam. Po krótkim prysznicu poszłam do pokoju Nialla. Nie było go tam. Położyłam się pod kołdrą i zaczęłam przeglądać Twittera. Gdy doszło do mnie to że nie ma tam nic ciekawego postanowiłam zasnąć. Z korytarza dobiegały głosy chłopców. Pewnie wchodzili na strych. Ale nigdy nie mogłam go otworzyć, Co prawda chłopcy wspominali że drzwi się zacinają. Nie wiem po co tam wchodzą. Potem usłyszałam już tylko zatrzaskujące się drzwi w suficie. Zasnęłam...
Gdy się obudziłam nikogo nie było w domu. Pod drzwiami była kartka
"Perrie będzie tutaj o 10:30."
Nie wiem po co. Spojrzałam na zegarem. Była już 10:00! Zaczęłam panikować. Jak ja się wyrobię? Pobiegłam do pokoju i wybrałam jakiś komplet ubrań. Poszłam do toalety. Zostało mi 15 minut. Umyłam zęby i ułożyłam włosy. Byłam gotowa. Pod domem stał już samochód Perrie. Wyszłam i zaprosiłam ją do środka.
-Cześć!
-Cześć!
-Chłopcy zaginęli.
-Wiem! Mieli być dzisiaj w studiu.
-Nic o tym nie wiem-Powiedziałam
-Bo to niespodzianka. Dla fanów
-Aaa..-Powiedziałam porozumiewawczo.
-To szukamy ich?
-A gdzie?
-W Nandos!
-ok!
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu Perrie. Pojechaliśmy do restauracji. Nie było ich tam. Objechaliśmy całe miasto. Ta sytuacja nie była już zabawna ale niepokojąca. Było już późno. Wróciłam do domu. Perrie też. Oczywiście do mojego. Zostawała dziś u mnie na noc. Poszliśmy spać. Ona w pokoju Zayna a ja w pokoju Nialla. Nic się nie zmieniło. Chciało mi się jeść. Lecz moje myśli pozwalały mi o tym zapomnieć. Niepokoiłam się. Przecież chłopcy by nie zginęli w Londynie! I teraz nasunęła mi się myśl że ktoś mógł ich porwać. Nie miałam już odwagi wstać i z trudem zasnęłam. Rano obudziła mnie Perrie. Było 8:00. Wyszykowałam się i poszłam coś zjeść. Zrobiłam jajecznicę. Blondynka też chciała. Po zjedzeniu była już 10:00.
-Oho.. Trzeba już iść-Powiedziała Perrie
-No wiem.. Gdzie ich szukamy?
-Dzisiaj w parku!
-Ok! Wychodzimy! Szybko!
Wyszliśmy z domu i od razu skierowaliśmy się w stronę parku. Szliśmy tam może z 30 minut. Między nami panowała grobowa cisza. Jak nigdy. Przeszukaliśmy cały park. Jednak nie było ich tam. I nagle przypomniała mi się akcja ze strychem. Powiedziałam że szybko musimy udać się do domu. Na co Perrie tylko pokiwała głową. Wzięłam ją za rękę i zaczęłam biec. Drogę skróciłam tym o 15 minut. Gdy weszłam nawet nie zamykając drzwi pobiegłam do góry. Z łazienki wyciągnęłam kijek zakończony haczykiem, zaczepiłam o drzwi w suficie i pociągnęłam. Wyciągnęłam drabinę i weszłam do góry. Zobaczyłam kartkę.
"To są takie mini podchody. A teraz idź za czerwone kartony"
Blondynka weszła za mną. Dałam jej karteczkę. Jak kazali poszliśmy za czerwone kartony.
-Boooo-Wystraszyła nas piątka chłopców-Tak się przestraszyliśmy że aż kilka łez poleciało nam z oczu.
-Ale dlaczego Wy się schowaliście?
-Nie chcieliśmy. Weszliśmy tutaj aby znieść na dół doniczkę bo Niall jedną zbił. I nagle Louis Zamknął drzwi które już potem nie chciały się otworzyć. Ściany tu są dźwiękoszczelne. Bo jak wejdziesz za te kartony po prawej zobaczysz mini domowe studio. Tutaj czasami gramy. -Wyjaśnił Harry
-Ale dlaczego nie zadzwoniliście?
-Bo telefony mamy rozładowane!
-Ale tam leży całe pudło moich ładowarek które w dzień mojego przyjazdu tu włożyliście!
-Louis! Ty idioto!-Krzyknął Liam. Perrie tylko przyglądała się naszej rozmowie.
-Louis powiedział że tu nie ma ładowarek tylko jakieś obrazki.
Postanowiliśmy zejść na dół gdy nagle drzwi się zamknęły...
*********************************************************************************
Oto i nadszedł rozdział 10. Przepraszam że musieliście a raczej musiałaś na niego czekać. Dalej mam wrażenie że piszę dla jednej osoby. No ale trudno.. Mam nadzieję że się podoba :)

sobota, 15 marca 2014

Rozdział 9 część dalsza

Otworzyła nam mama Lou. Była zdziwiona. Bo nie spodziewała się naszej wizyty. Zdziwiła się.. Nie powiem. Nie było nas mało. Postanowiliśmy wejść do środka. Rodzice Lou ugościli nas z przyjemnością. Napiliśmy się kawy i wróciliśmy do domu. Była godzina 16:00. Więc udałam się z Zaynem do skelpu. Po drodze spotkaliśmy Perrie. Zayn już nie myślał o mnie. Oznajmił że idziemy do Perrie. W sumie nie miałam nic przeciwko. To była bardzo miła dziewczyna. Wsiedliśmy do samochodu. Blondynka jechała przed nami. Po 20 minutach dojechaliśmy do jej domu. Siedzieliśmy tam do 19:00 i gadaliśmy o niczym. W końcu zebraliśmy się, wyszliśmy od Perrie i pojechaliśmy na zaplanowane wcześniej zakupy. Gdy wróciliśmy do domu nikogo nie było. Pozaglądaliśmy do pokoi. Wszyscy spali. Postanowiliśmy że też się położymy. Wzięłam z szafki potrzebne rzeczy i poszłam się kąpać. Starałam się pospieszyć bo nie było już ciepłej wody i w domu też było zimno. Gdy już skończyłam wróciłam do pokoju. Nialla już tam nie było. Myślałam że poszedł do toalety. Położyłam się pod kołdrą i starałam się zasnąć. Po chwili przyszedł Horan we własnej osobie. Od razu musiał zacząć rozmowę.
-Cześć. Gdzie byliście?
-Na wizycie u Perrie
-Ooo.. To Zayn musiał nie źle Cię wymęczyć!
-Nom.. Pojechaliśmy do sklepu po 19:00
-To nie źle. No dobra.. Chyba idziemy już spać.
-Nom.. Chyba tak.
-Dobra noc
Chłopak położył się na łóżku obok. Zasnęłam. Gdy się obudziłam już nikogo nie było. Wstałam i ubrałam dres. Następnie sięgnęłam na półkę ze szczotkami. Rozczesałam swoje włosy i zeszłam na dół. I znów na śniadanie zaszłam ostatnia. Dzisiaj na dworze panowała klasyczna pogoda. Krople deszczu rozbijały się o o szyby domów. W domu paliło się w kominku. Tak dla podkręcenia klimatu jak twierdzi Harry. Na śniadanie jedliśmy kanapki z szynką.
***********************************Liam******************************************
-Idziemy dzisiaj do Nandos.-Nie miałem ochoty na to. Ale chciałem zrobić przyjemność Niallowi. Dawno nie był w Nandos a obiecałem mu że razem wybierzemy się tam jak tylko będzie padać.
-W końcu!-Krzyknął Niall
-Okej. Ale chyba potem. A może jutro? Bo dzisiaj mamy ochotę zostać w domu i może jakiś film?
-A może do Nandos a potem do kina?-Zaproponował uparty Niall.
-No okej!
-Więc musimy się powoli zbierać. -Powiedziałem.
-Okej!
-Idziemy!
Wyciągnąłem ze swojej szafy pierwsze lepsze buty, założyłem je jeszcze na górze mimo tego że Louis nie cierpiał chodzenia po domu w butach. To nie było w tej chwili ważne. Wyrobiłem się ostatni. Jak zwykle. Wyciągnąłem swój płaszcz i opuściłem swój dom. Wsiadłem do swojego samochodu. Od początku oczywiste było to że ja prowadzę. Wszyscy wsiedli do samochodu i zapieli pasy. Jechaliśmy 15 minut. Na szczęście nie było korków. Dojechaliśmy. W Nandos byli dzisiaj baaaardzo dziwni ludzie. Jeden wyciągał się na krześle, jeszcze kolejny śpiewał Midnight Memories na cały głos. Jeszcze jeden koleś robił jakieś salta. A My? Usiedliśmy i chyba jako nieliczni z tej grupy zamówiliśmy jedzenie. Po zjedzeniu wyciągnąłem telefon. Podłączyłem się do Wi-Fi i sprawdziłem repertuar. Zdecydowaliśmy się na jeźdźca znikąd. Wstaliśmy ze swoich miejsc, założyliśmy kurtki i wyszliśmy. Nasz film zaczynał się za 30 minut. Czyli o 19:00. Zleciało nam trochę w tym Nandos. gdy dojechalismy do kina od razu skierowaliśmy się w stronę kasy. Zakupiliśmy bilety, kupiliśmy popcorn i weszliśmy na salę. Zająłem miejsce obok Hazzy i Lou. TI siedziała pomiędzy Niallem a Tomlinsonem. Film się zaczął. Wszystkie twarzy skierowane były w stronę ekrany. Bardzo trudno było mi wciągnąć się w film. Nie zainteresował mnie. Ale oglądałem.
*********************************************************************************
To chyba na tyle jeśli chodzi o część 9. Były tutaj inne plany niż we wcześniejszym opisie. Miała być dłuższa ale jest streszczona. Nic się tu ciekawego nie dzieje. Blog wymaga poprawy, Zmieniam sposób pisania. Od następnej części zacznie się coś dziać. Coś w stylu "Tajemniczego zniknięcia"

piątek, 14 marca 2014

Rozdział 9

Obudził mnie głos Nialla. Rozmawiał z kimś przez telefon. Nie zamierzałam się obrócić. Więc udawałam że dalej śpię. Horan gadał najprawdopodobniej z jakimś znajomym. Gdy skończył zapytał:
-Jak się spało?-Nie miałąm pojęcia skąd wiedział że nie śpię. Ale to zostanie chyba już tajemnicą.
-Dobrze. A Tobie?
-Wspaniale. Masz jakieś propozycje na dzisiaj?
-Nieee.. A może Ty coś zaproponujesz?
-Pomyślę nad tym. Mówię Ci. Będziesz zadowolona!
-Zobaczymy. Uśmiechnęłam się do Horana.
Postanowiłam podnieść się z łóżka. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej komplet ubrań. Poszłam do łazienki aby przebrać się. Po chwili usłyszałam głos Liama. Pytał co chcę do śniadania. Herbatę czy kawę. Zdecydowałam się na kawę. Umyłam zęby i zeszłam na dół. Siedzieli już tam wszyscy. Jedno miejsce dla mnie było puste. Jedliśmy naleśniki. Gdy już zjadłam swoją porcję wzięłam się za kawę przy czym Zayn odnosił talerze. Gdy wszyscy ponownie siedzieli przy stole odezwał się Harry
-Więc co dzisiaj robimy? Mamy łądny dzień i ni możemy marnować tego na pierdoły typu Nandos Niall.
-No ok.. Ale co innego masz do roboty?-Powiedział  Niall
-No właśnie po to teraz tu jesteśmy!-Odpowiedział mu Louis.
Wszyscy się sprzeczali. Ja jednak chciałam zaproponować coś Louisowi.
-Louis-szepnęłam do chłopaka.
-Słucham?
-A może przejdziemy się na nasze stare osiedle?
-To dobry pomysł!
Louis wstał i wszystko objaśnił. Była godzina 10:00.
-Czas na fakty!-Powiedział Zayn z uśmiechem na twarzy.
Wszyscy polecieli do salonu. Włączyliśmy telewizor i oglądaliśmy wiadomości w których zawarte były bardzo ciekawe informacje typu
"Zespół One Direction zauważony w Londynie przez naszych dziennikarzy z jakąś tajemniczą dziewczyną.Czy to nowy związek Nialla lub Harrego?"
Wszyscy się uśmialiśmy. Zaproponowałam że może wyjdziemy już na ten spacer
-No okej.
-Dobra!
-Noom..
-Idziemy..
-A schowasz mi telefon?
-A mi też?
Wszyscy rzucili się na mnie i moją torebkę. Moja torba była cała zapełniona telefonami. Wyszliśmy z domu. Na szczęście nasze osiedle chłopaków było strzeżone. Więc nie było za nami tłumów dziennikarzy i fanów. Spotkaliśmy kilka po drodze. Ale byli całkiem sympatyczni. Poprosiłam ich o Twittery i ruszyliśmy w dalszą drogę. Doszliśmy do domu rodziców Louisa. Zapukaliśmy do środka. Otworzyła mama Lou.
*********************************************************************************
Dzisiaj taka mała część jutrzejszego rozdziału nr.9. Obiecałam że dzisiaj napiszę. Ale nie miałam ochoty. Plany się pozmieniały. Ale obiecałam. Więc napisałam kawałek jutrzejszej części :**

piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 8

Gdy otworzyłam drzwi ujrzałam piątkę chłopców. Zaniemówiłam. Byli inni. Powiedziałam tylko cześć. Nie dałam rady. Weszłam w głąb pokoju. Wszyscy się na mnie gapili. W pokoju panowała niezręczna cisza którą przerwał Louis wstający z kanapy. Podbiegł do mnie i po prostu przytulił. Z oka poleciała mi łezka co najwyraźniej zobaczył Louis. Wyciągnął chusteczkę. Wzięłam ją i delikatnie wytarłam łzę.
-Cześć TI. Jak dawno się nie widzieliśmy.. Żałuję tego.
-Wiem. Nie musisz żałować. Rozumiem to.
-Mieszkamy teraz razem. Mamy przerwę. Chcesz może się do nas przenieść na te 3 miesiące?
-Jeśli się wszyscy zgodzą?
-Louis Popatrzył na chłopców. Wszyscy kiwnęli głową na tak.
-Skoro chcesz?
-Cieszę się. Przy okazji poznamy się wszyscy.
-Ok.
Usiedliśmy z chłopakami na kanapie. Gadaliśmy na różne tematy. O Show Biznesie. I innych sprawach związanych z naszym obecnym życiem.
Nadszedł czas przeprowadzenia wywiadu. Wyszliśmy z pokoju i skierowaliśmy się w stronę sali w któej planujemy przeprowadzić wywiad. Gdy weszliśmy  chłopcy rzucili się na kanapę.
-Spokojnie! Dla każdego jest miejsce.-Uśmiechnęłam się co od razu odwzajemnili.
Zajęłam swoje miejsce. Stresowałam się. Nie wiedziałam jak przeprowadzić wywoiad ze swoim przyjacielem o jego życiu przed zespołem. To było coś niesamowitego. Po ok. 1 godzinie wywiad został zakończony. Wyszliśmy ze studia. Liam dał mi karteczkę z ich adresem i numerami telefonów. Powiedział że jestem mile widzianym gościem. Następnie przyszedł Zayn i swoim głosem powiedział że jutro o 03:00 będzie pod moim domem. Zgodziłam się. Każdy poszedł w swoją stronę. Weszłam do swojego domu i wszystko opowiedziałam rodzicom. Taka już jestem. Weszłam do swoejgo pokoju i spakowałam swoje wszystkie rzeczy. Uznałam że można już iść spać. Zgarnęłam wszystkie potrzebne rzeczy z walizki i poszłam do łazienki i wzięłąm krutki prysznic. Gdy skończyłam wpakowałam kosmetyczkę do torby, położyłam się na łóżku i zasnęłam. Obódziły mnie światła samochodu. Była 03:00. Wyszłam. Za kierownicą siedział blondyn z One Direction.
-Co wy ty robicie!
-Miałem być o 03:00.
-Ale chyba nie o tej trzeciej. Hahahahaha!
-No dobra! Nie ważne. Bierz walizki i wsiadaj.
-Ok!
Weszłąm do domu. Ubrałam się, zostawiłam liścik mamie, wzięłąm walizki i wsiadłam do samochodu. Dom chłopców był daleko od mojego. Całą drogę rozmawiałam z blondynkiem o naszym życiu. Czy chcemy mieć dzieci.. czy nie.. Kiedy chcemy mieć ślub. Okazało się że mamy bardzo dużo wspólnego. Podoba mi się osobowosć. Dobrze nam się gadało. Co też blondyn mi przyznał. Dojechaliśmy. Dom nie był duży. Właśnie przeciwnie. Chciałam wyjść z domu. Ale Niall złapał mnie za rękę i wciągnął do samochodu. Przestraszyłam się. Zamknęłam na sobą drzwi.
-Jest tylko 5 sypialni. Trzeba się jakoś podzielić.
-Dobrze, Jakoś to załatwimy.
-Bo wiesz.. Możesz rozgościć się u mnie. Mam wygodne łóżko. Akurat na dwie osoby. Więc się zmieścimy.
-Haha! Ok.. Ok.. Śpię u Ciebie skoro tak Ci zależy.
-Tak!
-Tak bardzo Ci na tym zależy?
-Tak. Bo nie lubię spać sam.
-Ok.
Weszliśmy do domu. Było tu całkiem przytulnie. Przy drzwiach przywitał mnie Louis. Niall oznajmił od razu że śpię z nim. Louis nie chętnie powiedział że się zgadza wymuszając uśmiech. Podszedł do mnie Harry. Pomógł wnieść walizki do góry. Zawołałam Nialla. Przydzielił mi szafkę. Rozpakowałam się. Louis zawołał Nialla za drzwi. Wiem że nie ładnie podsłuchiwać ale bardzo mnie to interesowało.
-Uważaj chłopaku. Będziesz spał pod jedną kołdrą z moją przyjaciółką. Uważaj na nią.
-Okej.. Okej.. Luzik!
-Nie! Bo ja coś jej się stanie..
-Spoko
Niall wszedł do pokoju jak zwykle uśmiechnięty.
-Wiesz? Kołdry są w praniu. Bo ostatnio była impreza i.. No ten.. Bitwa na farmy. Potrzebowaliśmy kombinezony.
-Haha! Spoko. Mogę spać pod kocem!
-No chyba nie. Śpisz ze mną. Pod kocem zmarzniesz. Zimno tu.
-Haha! No dobra..
-Ale ja rozumiem. Jeśli wolisz pod kocem?
-Niee.. I tak Cię znam. Śledizłam Cię przez 3 lata.
-A.. no tak. Zapomniałem.
-Ale po to aby Cię poznać.
-Hah.. Miło mi.
-Mi też. Że mogłam poznać takiego człowieka jak Ty.
-Lubię Cię.
-Ja Ciebie też.
Niall uśmiechnął się i popatrzył na mnie jak by chciał mnie gdzieś zaprowadzić. Więc poszłam za nim. Zaprowadził mnie do łazienki. Pokazał jak wszystko działa i wróciliśmy do pokoju. Wzięłąm potrzebne rzeczy i znów wzięłam prysznic. Wróciłam do pokoju. Niall siedział tam bez koszulki, w samych bokserkach.
-A Ty bez kąpieli?
-Kąpałem się przed wyjściem po Ciebie
-Spoko
Położyłam się pod pachnącą kołdrą. Chwilę potem poczułam że Niall też się położył. Z jakiś powodów objąłmnie ramieniem. Było bardzo przyjemnie. Ale jednak nie wiem czemu to zrobił. Nie ważne.. Było mi bardzo dobrze. Było to dla mnie bardzo dziwne. Bo osobiście widzę go chyba 3 raz. Ale nie mam nic przeciwko. Obudziłąm się wtulona w klatę Nialla. Chyba jeszcze spał, Nie chciałam go budzić. Więc zasnęłam jeszcze na chwilkę. Przebudził mnie głos Nialla...
*********************************************************************************
Przepraszam że krótki i troszkę mało się dzieje. W następnym rozdziale będzie się działo troszkę więcej. Tam już wcielimy się w postać Nialla i Louisa. A Liam poczeka sobie do jeszcze następnej :)
Dziekuję za przeczytanie. To co? Dobijemy do 2 lub 3 komentarzy?

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 7

Popatrzyłam na nią i... i.. To był ten sam dom. Louis mówił prawdę! Zaniemówiłam z podziwu!
-...
-I jak? Podoba sie?
-A-ale Louis! Jak?
-Na zamówienie dla TI.
-Haha!
-Wchodzimy do środka?
-Oczywiście!
-Więc prowadź.
Ruszyłam w stronę pieknego domu. Nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi. Gdy zobaczyłam co jest w środku nie mogłam uwierzyc że moge tu zamieszkać z przyjacielem. Z Louisem. Zwiedzilismy cały dom. To znaczy.. Ja zwiedziłam. Nadszedł czas na rozpakowanie się. Więc do roboty. Poszłam do wczesniej przydzielonego mi pokoju i rozpakowałam swoje rzeczy. To jest nowy etap mojego życia.
******************5 dni później**************************
Od rana nie moge znaleźć Louisa. Postanowiłam pójść do jego pokoju. Zastałam tylko liścik o treści
"TI. Przepraszam Cię. Nie ma mnie w domu, spełniam swoje marzenia. Jeśli chcesz mnie zobaczyć przyjedź na stadion Wembley. Otóż tam odbywa się najnowsza edycja XF. Nie chciałem ci o tym mówić abyś nie uznała mnie za wariata. Przepraszam..."  Po przeczytaniu tego listu szybko ubrałam sie i pojechałam we wskazane mi miejsce. Gdy dostałam sie na stadion z trudem próbowałam znaleźćkulisy. W końcu znalazłam. Siedział tam Louis. Robił cos w telefonie. Podbiegłam do niego.
-Ty wariacie! Czemu mi nie powiedziałes!
-Właśnie z tego powodu!
-Hahahahahaha!
Zaczęliśmy sie śmiać.
-A teraz chodź. Zaraz wychodze na scenę.
-Więc dlaczego tu siedziałeś?
-Bo bez Ciebie to nie to samo. Moi rodzice juz tam są. Chodź
Poszłam za brunetem. Zaprowadził mnie w głąb stadionu. Aż do miejsca gdzie siedziały rodziny. Widac było że Louis się stresował. Większośc już wyszła na scene i była po przesłuchaniu. Louis wyszedł. Cały się trząsł. Zaczął śpiewac. Ojjć.. Nie wyszło mu. Z niecierpliwościa czekaliśmy aż sędziowie ogłosza wyniki. Louis przeszedł. Cudem. Więc został w domu uczestników. Ja wróciłam do domu. Miałam zostać na noc sama. Boję się. Ale wyprowadzając się musze liczyc się z tym że nie zawsze ktoś będzie przy mnie.
Nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok myśląc co będzie dalej z Louisem. Bo to duża sprawa iść do X Factora. Tak mijały tygodnie. Louis przechodził dalej. Dzisiaj ostateczna decyzja czy Louis przejdzie czy nie. Ja jak na złość nie mogłam przyjść. Byłam przeziębiona. Louis odpadł. Byłam załamana. A co on musiał odczówac. Louis zadzwonił i był wesoły. Dlaczego? Przeciez odpadł! Okazało sie że złączono ich w jeden zespół i nie wróci do domu bo idzie się zapoznać z chłopakami. Nie miałam nic przeciwko. oczywiście nie miałam zielonego pojęcia że to sie tak skończy...Louisa nie było w domu przez ponad 2 miesiące. Zajęli 3 miejsce i podpisali umowę. Od tamtej pory jeździ po świecie z zespołem One Direction. 1.5 miesiąca temu znalazłam pracę. Pracuję tam jak mam wolny czas za drobne pieniądze. Napisałam liścik.
"Louis.. Byłes dla mnie wszystkim. Ale wiem ze juz nie masz czasu zaglądac do domu. ozumiem to., oddajesz się swoim fanom. Życze ci jak najlepiej. Wyprowadzam się. Nie daje rady tak żyć. W nadzieji że na kilka minut zapukasz do drzwi i będzie jak dawniej. Żeganm Cię Louis. Zawsze będziesz moim idolem a ja zawsze będe Directioner."  Po napisaniu listu po prostu wyszłam z domu, zamówiłam taksówkę i pojechałam do domu rodziców.
Po kilku miesiącach zadzwonił telefon. Nie znany numer. Odebrałam. uslyszałam jakiś zachrypnięty głos. Nasza rozmowa wygladała tak:
-|Cześć. jestem Harry Styles z One Direction. Dzwonię aby powiedzieć Ci że jesteśmy u Ciebie w domu i czytamy list dla Louisa. Louis tez tu jest. Ale nie wiemy czy da radę rozmawiać. Przyjedź jak najszybciej.
Zebrałam sie i wybiegłam z domu. Gdy weszłam do domu czekała mnie niespodzianka. Wszyscy siedzieli na kanappie. Gdy Louis mnie zobaczył wstał i pobiegł w moją stronę. Przytuliłam go z całych sił i wyszeptałam że tęskniłam. Nastepnie przywitałam się z resztą chłopaków. Oznajmili że jadą na trasę promocyjną XFactora.Powiedziałam ze sie cieszę. Ale tak na prawdę rozsadzało mnie od środka. Co ja zrobię? Uznałam że pójdę do swojego domu. Ubrałam buty i wyszłam. Nie trwało to długo zanim doszłam do swojego domu. Byłam załamana. Ale z drugies strony cieszyłam się że osiągneli sukces.
Mijały lata a ja nie widziałam chłopców. stali sie dla mnie ludźmi z okładki. Zmienili się. Co u mnie teraz? Studiuję dziennikarstwo. W wolne dni siedzę ubrana na szaro. Tak. Nie na kolorowo jak w 2010. Dzisiaj jest już 2014. Dostałam zlecenie na przeprowadzenie wywiadu z One Direction. Prawdopodobnie ciesza się z tego powodu. Tak pisali na twitterze. Cieszyłam sie że dostałam to zlecenie. Ale to nic nie zmieniło. Jutro dzień wywiadu który może odmienic moje życie. Wywiad z One Direction. Poszłam do łazienki się ogarnąć. Położyłam sie sopac w moim małym łóżku. Wstałam wcześnie rano. Ubrałam swój ulubiony komplet ubrań i wyszłam z domu. Gdy przyszłam do pracy dotarla do mnie informacja że chłopcy już tu są. Zapytałam gdzie. Powiedzieli że w pokoju nr 68. Na których jest napis One Direction. Skierowałam sie w stronę pokoju. Gdy otworzyłam drzwi...
*********************************************************************************
Przepraszam za błędy. Ale jestem, na nie swopim kompie i nie umiem pisac na tej klawiaturze. Mam nadzieję że się podoba. Wydaje mi sie że sa to ostatnie rozdziały bo widzę że bez sensu pisać. Dziękuję za komentarze

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 6

-Tak.
Louis zareagował zupełnie inaczej niż przewidywałam
-Serio?? Zgodizsz się?
-Tak!
Chłopak zaczął skakać po całym pokoju. Wyciągnał z szafy walizkę jedną, drugą, trzecia i zaczał wrzucać tam wszystko co sie da. Po dwuch godzinach pokój był już pusty.
-A co z meblami?
-Są już tam. A tutaj wprowadzi się mój brat.
-Masz brata?
-Taak.. Ale nie chcę o tym gadać.
-Przepraszam..
-Nic się nie stało
-To dobrze
Louis zniósł swoje rzeczy na dół. Następnie ubrał buty, kurtke i wyszedł. Na dworze robiło się już chłodniej. Powoli zaczynał padać śnieg. Dzisiaj już 1 Grudnia na na dworze  troche za ciepło jak na tą porę. Ale nikt nie miał ochoty o tym myśleć. Ja też się ubrałam w rzeczy wyjściowe. Pomogłam Louisowi w niesieniu walizek do samochodu. Szybkim krokiem wziedlismy do samochodu.
-Gdzie jedziemy?
-Do Ciebie
-Po co?
-Aby przekonać Twoich rodziców.
-Aaa.. Dobrze. Może być trudno
-Warto spróbować.
Po tej rozmowie dojechaliśmy  do mojego domu. Weszliśmy, zdjeliśmy buty i weszliśmy do środka. W salonie siedzieli moi rodzice.
-Cześć dzieci!
-Dzień dobry-Powiedział chłopak uśmiechając się w stronę moich rodziców.
-Cześć.
-Co słychać?
-Mamo. Chcieliśmy z wami pogadać.
-Słuchamy.
-Bo ja mam 18 lat, prawda? Więc jestem dorosła. Zdecydowałam że przeprowadzam sie z Louisem do jego nowego domu troche oddalonego od szkoły.
-Czyli się wyprowadzasz
-Tak
-Ahh.. Dobrze. I tak sie tego spodziewaliśmy.
-Dzieki za wszystko.
-Nie ma za co.
Weszłam do pokoju i wzięłam swoje rzeczy. Wyszliśmy, zapakowaliśmy walizki do samochodu i wsiedliśmy do niego.
-To co?
-Kierunek do nowego domu.
-Ok!
-Daleko to?
-Niee...
-Ok!
Dojechaliśmy. Znałam już ten dom. Ale skąd? Wiem! Wyjęłam kartkę od Lou. Popatrzyłam na nią i...

czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 5

Nie wiedzielismy co robić... W KFC przy stoliku siedziały te dwie dziewczyny które cały czas się śmiały. To było dziwne. A nawet bardzo. To raczej nie jest zbiego okoliczności. Ale zważając na rady Louisa nie zwracałam na nie uwagi. Zamówiliśmy po kilka kurczaków i po jednej dolewce. Gdy już wszystko było zjedzone wzielismy ostatnią dolewkę i wyszliśmy z baru. Te dwie dziewczyny wyszły około godziny temu. Więc nie mielismy się czego bać. Wyszliśmy z budynku i wsiedliśmy do samochodu. Całą droge gadaliśmy o dwuch tajemniczych dziewczynach. To było na prawdę podejrzane. Odwieźliśmy Stana do domu i ruszyliśmy w stronę naszego osiedla.
-I jak Stan?
-Spoko koleś.
-Wiem
Louis uśmiechnął się i jechał dalej. Louis śpi dzisiaj u mnie. Więc nie mam się czego bać. Po około 10 minutach dojechaliśmy do mojego domu. Ostroznie wysiedliśmy z samochodu na wypadek obecności tych podejrzanych dziewczyn. Nic się nie stało. Doszliśmy do drzwi. Otworzyłam je i weszlismy do środka. Pierwsze co zrobiłam to zasłonięcie rolet. Bałam się tych dziewczyn ale nie chciałam mówic o tym Lou. No nic.. Gadalismy jakieś pierdoły. Popatrzyłam na zegarek. Było juz późno. Uznałam że czas iść spać. Brunet zgodził sie ze mną i powędrowaliśmy do mojego pokoju. Ja wzięłam potrzebne rzeczy i poszłam się wykapac. W sumie zrobiłam to bardzo szybko. Po mnie do łazienki wszedł Louis. Gdy wyszedł ja już prawie spałam. Ten wziął kołdrę ze swojego materaca i położył sie obok mnie. Gdy się obudziłam dopiero zauwazyłam że Louis jest obok. Spało mi sie bardzo dobrze. Przeszłam do pozycji siedzącej, Zauważyłam że Louis jeszcze śpi. Nie bardzo chciałam mówic rodzicom że był tu Louis i spalismy w jednym łóżku. Pewnie by na nas nakrzyczeli i zakazali spotykania się. Tacy już są. Obudziłam chłopaka. Na co ten od razu wstał, wziął swoje ubrania. Wszedł do garderoby i bez słowa się przebrał. W tym czasie ja tez zdażyłam się ubrać w to co wczoraj. Gdy wyszedł uśmiechnął się i powiedział po prostu cześć. Ja odwzajemniłam uśmiech i też się przywitałam. Zeszlismy na dół. Moi rodzice już byli. Siedzieli przy stoliku w kuchni i powiedzieli że maja dla nas informację.
-Tata TI musi wam cos powiedzieć. Louis, Ty tez powinienes o tym wiedzieć.
-Wyprowadzamy się jeszcze dalej. Ale szkoły juz nie musisz zmieniac. Jedziemy jutro.
Po tych słowach Louis wziął swoje rzeczy i wyszedł z domu. Ja poszłam za nim. To on wprowadził mnie w to miejsce. Juz sie tu zadomowiłam i nie miałam ochoty kolejny raz się przeprowadzac. a już szczególnie dalej od Lou. Zapytałam o co chodzi. Odpowiedział jedynie że lubi mnie i nie ma ochoty widywac mnie tylko w szkole. Powiedział że czy tego chce czy nie on coś wykombinuje że bedziemy sie widywali częściej. Po tej rozmowie wróciłam do domu. Spakowałam wszystkie rzeczy i zniosłam na dół. Zostawiłam tylko rzeczy na jutro. reszta jest nie ważna. Dzisiaj była niedziela. Więc nic do roboty. A już szczególnie z taką wiadomością. Jutro mamy wolne ze względu na jakieś święto związane z nasza szkołą. reszte dnia spędziłam na wpatrywaniu się w pokój Louisa, w którym siedział bezradnie przy biórku i obracał w rękach ołówek. Coś tam rozpisywał. Popatrzył przez okno. Zauważył mnie. Miał w reku dwie kartki na których narysowany był jakis plan domu. Jedna kartke złozył w samolot i rzucił mi. Powiedział że to plan jego domu. Poprosił abym to zatrzymała. Na pamiątkę. Chociaż co dzien będziemy widywali się w szkole ja nie mogłam pogodzić się z faktem że nie będe już tu mieszkać. Nie mam ochoty kisic sie cały dzień w pokoju i czekać na sms od Louisa który będzie rozrysowywał swój dom. Było już dośc późno. Położyłam sie spać. Obudził mnie dźwięk ciężarówki która najprawdopodobniej przyszła po rzeczy rodziców. Dzisiaj nie nakładałam makijażu. Z resztą bardzo rzadko to robię. Ubrałam rzeczy które przygotowałam sobie wczoraj i zeszłam na dół. Nie miałam ochoty nic jeść. Poszłam do Louisa który czekał az przyjde się pożegnac. Za jakoś 2 godziny jedziemy. Wyszłam z domu i poszłam do tak dobrze znanego mi domku, który już nie długo może stać się tym obok którego będe przejeżdżała sto razy ale nigdy nie przypomne sobie co tutaj się wydarzyło. Zadzwoniłam do drzwi. Louis podbiegł i otowrzył mi. Od razu kiedy go zobaczyłam łzy poleciały mi z oczu.
-Co się stalo?
-Nic..
-Gadaj! Co się do cholery stało!
-Bo ja nie chcę wyjeżdżać.
Chłopak nie odezwał się tylko od razu przytulił mnie mocno do siebie co od razu odwzajemniłam. Poslziśmy razem na górę do jego pokoju. Tam powspominaliśmy co się tutaj działo. Cały czas z oczu leciały mi łzy. W koncu zawołała mnie mama. Powiedziała że musimy już iść. Wtedy rozpłakałam się na dobre. Ostatnie słowa które powiedziałam Louisoowi to:
-Żegnaj... Dziekuję za to co dla mnie zrobiłes. Mam nadzieję że zobaczymy się w szkole.
Wtedy Louisowi też poleciało kilka łez z oczu. Pierwszy raz widziałam go tak smtnego. Najbardziej boje się tego że o nim zapomnę. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Gdy wyszłam z domu zauwazyłam Louisa który płacząc wpatrywał się w moje okno. Wsiadłam do samochodu cały czas patrząc na Louisa. Nie wiem czemu było mi tak smutno. Przeciez chodzimy razem do szkoły. Ale jednak to nie to samo co mieszkać obok siebie. Dojechaliśmy. Dom też był piekny. Jednak nie podniecałam się nim. Nie miałam siły. Weszłam do pierwszego lepszego pokoju. Pierwsze co zrobiłam to odłożenie walizek na jakies łózko i wyciągnięcie karteczki od Louisa. Przyszedł od kogoś SMS. Od Louisa o treści
"Ja dalej czekam aż zobaczę Cię w twoim pokoju. I będę czekał zawsze"
Na te słowa nawet nie odpisałam. Zapytałam się mamy jak dojść do 'starego' domu. Gdy mama rozpisała mi drogę doszłam. To trochę długo. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła mama Louisa.
-Cześć TI! Przyszłas do Louisa?
-Tak! Mogę wejśc do niego?
-Oczywiście! Będzie zadowolony. No już! Idź
Weszłam na górę, nacisnełam klamke od pokoju Louisa i weszłam. Gdy popatrzyłam na chłopaka żal mi sie jego zrobiło.
-Cześć!
-TI? Ale jak! Cześć!
-No tak!
-A właśnie.. Chcę Ci cos przekazać. Rodzice kupili mi dom gdzieś na osiedlu oddalonym troche od tego. i wyprowadzam się. Za dużo wspomnień.
-A-ale jak ja teraz będę Ciebie odwiedzać?
-Nie będziesz musiała!
-Będę!
-Nie! Własnie po to tutaj jesteś! Bo chcialem sie o coś zapytac. Bo prawdopodobnie tydzień temu ukończyłaś 18 lat, na fb było napisane. Więc czy chcesz mieszkac tam ze mną?
Nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam wkurzona na swoich rodziców bo cały czas sie przeprowadzają. W końcu odpowiedziałam.
-Tak.
Louis zareagował zupełnie nie tak jak się spodziewałam.

Rozdział 4

Wracaliśmy do domu, gdy nagle na naszej drodze stanęły pewne dziewczyny. Śmiały się z nas. Louis szepnął mi abyśmy na nie nie reagowali. On chyba wie lepiej. Więc szłam przed siebie jak by nigdy nic. Te tajemnicze dziewczyny szły za nami pół drogi. Aż w końcu się odczepiły dalej śmiejąc się. Po kilku minutach doszliśmy do swoich domów. Louis rozejrzał się w koło. Jego wzrok zatrzymał się na krzakach na końcu uliczki.
-Już! Do domu! Szybko!
Reakcja Louisa bardzo mnie zdziwiła. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak wystraszonego. A znamy się ok 2 tygodnie. W domu nikogo nie było. Tylko karteczka. Najwidoczniej od mojej mamy. A oto i jej treść:
"TI. Zostawiłam dom otwarty bo zauważyłam że nie masz kluczy. Może i to było głupie. Ale wolę to niż zostawianie Ci kluczy pod wycieraczką. A więc tak. Zostaniesz sama na noc. Jak chcesz możesz zaprosić jakąś koleżankę. Kolacje masz w kuchni. Obiad zrób sama. Mam nadzieję że sobie poradzisz!
Mama xx" Gdy przeczytałam ten list przeraziłam się. Ja? Sama? W wielkim domu na noc? Nie widzę tego. Nie mam żadnych koleżanek a sama boję się zostawać. Szczególnie w takim domu.
-I co?
-Zostaję sama na noc.
-Uuu...
-Zostaniesz ze mną?
-Na pewno?
-Tak!-Opowiedziałam zdecydowanie
-Niech będzie, Coś dzisiaj robimy?
-Nie. Nic.
-A gdzie Twoi rodzice?
-Nie wiem.
-Dobra.. Więc gdzie mam spać?
-Zaraz pościelę Ci materac w moim pokoju.
-Okay!
Poszłam do góry a Louis za mną. Wzięłam materac z szafy taty i rozłożyłam obok mojego łóżka.
-Skoczę po swoje rzeczy do siebie!
-Ok! Uważaj!
-Dobra.. Dobra. Martw się o siebie.
-Hah...
Wyjęłam pościel i przygotowałam Louisowi miejsce do spania. Louis wrócił. Cały i zdrowy. Ale dlaczego ja się tak martwię?Posiedzieliśmy troszkę na górze gadając o szkole.  Zdecydowaliśmy że zejdziemy na dół. Wyszliśmy do pokoju zamykając za sobą drzwi. Udaliśmy się do salonu i wymyślaliśmy co by porobić. Louis wpadł na pomysł że pójdziemy do KFC ze Stanem. Zgodziłam się. Stan wydawał się miły. Z tego co dowiedziałam się z internetu. Zadzwoniliśmy do Stana. Powiedział że z chęcią mnie pozna. Gdy już wyszliśmy z domu skierowaliśmy się w stronę samochodu Louisa. Wsiedliśmy. Louis zapytał mnie czy chcę robić sobie prawo jazdy. Powiedziałam że tak. Tylko jak skończę 18 lat. Ruszyliśmy. Wcale nie jechaliśmy długo. Ok. 10 minut. W trakcie drogi zapytałam Louisa o co chodziło z tą akcją przed domem. Powiedział że wydawało mu się że widział w krzakach te dziewczyny. A według niego są podejrzane. Stan wyszedł z domku. Był to ładny chłopak. Wsiadł za mnie i przywitał się. Ruszyliśmy w stronę KFC. Gdy dojechaliśmy na miejsce jeszcze 5 minut siedzieliśmy w samochodzie szukając portfeli. Gdy weszliśmy do budynku zastała nas niespodzianka. Nie wiedzieliśmy co robić...
*********************************************************************************
Mam nadzieję że się podoba. Napisałam na szybko ale z nudów. Jak będzie taka konieczność poprawię. Może trochę za szybko te rozdziały. Ale nie mam niczego innego do roboty :)
Dziękuję za przeczytanie

środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 3

Obudziłam się. Było jeszcze ciemno. Spojrzałam na zegarek. 05:00. No trudno. Sięgnęłam po telefon. Nic nowego. W sumie to kto by napisał o tej godzinie SMS? Nikt. Pomyślałam o Louisie. Popatrzyłam przez okno do jego pokoju. Widać było że urzędował na telefonie lub komputerze. Ja jednak nie miałam ochoty tego robić. W sumie nie wiedziałam co ze sobą zrobić. I tak oto odleciałam do krainy snów. Znowu. Gdy ponownie się obudziłam na zegarku była już 09:00. Ale sobie pospałam. Mogłam dłużej. Popatrzyłam przez okno. Louis już siedział na ogródku. Uśmiechał się i pił jakiś sok. Postanowiłam wyjść do nas do ogródka. Gdy wyszłam doznałam szoku. Nigdy nie widziałam takiego ogrodu. Był ogromny. Stało tam kilka młodych drzewek. Nad tarasem rozkładany daszek. A pod daszkiem? Mama czytająca gazetę.
-Cześć TI.
-Cześć mamo.
-Co jesz na śniadanie?
-Zrobię sobie coś.
-Jak chcesz. Kiedy będziesz potrzebowała pomocy to zawołaj!
-Dobrze!
Weszłam do domu. Moim oczom od razu ukazało się wejście do dużej kuchni. Gdy już weszłam zaczęłam szperać po szafkach. Było ich tysiące. Aż w końcu znalazłam tą odpowiednią z miskami. Wyjęłam jedną i postawiłam na blacie. Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej mleko. Następnie nalałam do miski. Znalazłam w szafce jakieś płatki. Wsypałam je do miski z mlekiem i tak oto miałam chłodne śniadanie na gorący dzień. Gdy zjadłam dobre śniadanie poszłam do Louisa. Pogadaliśmy trochę a potem zaprosiłam Louisa do swojego domu. Tak mijał każdy dzień. Aż w końcu trzeba było iść do szkoły. Moje relacje z Louisem wzmocniły się. Na szczęście chodzi do tej samej klasy. Nie zgubię się. Rano obudził mnie budzik. Popatrzyłam na zegarek. 06:00 a lekcje o 08:15. Wstałam, Ubrałam się i poszłam do łazienki się ogarnąć. Pierwszy dzień w szkole. Trzeba jakoś wyglądać. Spakowałam wszystkie potrzebne książki. Jestem gotowa. Louis czekał już pod bramą. Było chłodno. Więc wzięłam swoją ulubiona cieniutką kurtkę, buty Converse i plecak oczywiście. Wyszłam przed dom z kanapką w ręku. Louis wstaje pewnie godzinę wcześniej. Ale ja tak nie mogę. Louis chodzi do tej samej szkoły. Doszliśmy do szkoły o 08:00. Lekcje kończyły się dzisiaj o 14:00. Nie chciało mi się tyle siedzieć. Ale nie pójdę na wagary, To nie dla mnie. Gdy weszliśmy do szkoły Louis zaczął biec. A ja za nim. Od razu podbiegł do największych szafek i kazał mi wsiąść szafkę obok. Bo to są te najlepsze. Nie miałam zielonego pojęcia jak wbić kod. Louis nagle znikł i się pojawił. Z kodami. Wpisałam odpowiedni kod i otoworzyłam szafkę. Było tam dużo miejsca. Zostawiłam tam książki. Louis powiedział aby na pierwszą lekcje wziąść tylko zeszyt do informacji i piórnik. A plecak zostawić. On chyba wie lepiej. Zadzwonił dzwonek. Ja jeszcze nie gotowa! Louis z resztą też! No trudno. Gdy wszystkie sprawy zostały załatwione skierowaliśmy się w stronę sali. Louis burknął pod nosem "Sala 29 powiadacie" Nie zareagowałam. Uznałam że nic to nie da. W końcu doszliśmy do sali nie odzywając się do siebie ani słowem. Weszliśmy do sali. Nauczycielka stała przy tablicy i pisała jakieś pierdoły które mamy przepisać do zeszytu.
-Witaj Louis i TI.
-Louis! Czeeść!-Wszyscy witali się z Louisem
-A to kto? Twoja nowa dziewczyna?-Ten komentarz mnie wkurzył. Chciałam temu kolesiowi przywalić. Ale zrobiłam do niego tylko minę która mówiła "Uważaj sobie"
-Uuu.. Ostra.
-A żebyś wiedział!
-No już! Siadać! Louis i TI w ostatniej ławce razem bo nigdzie indziej nie ma miejsca. Wszyscy zaczęli się śmiać. A ja nie wiem z czego. W mojej starej szkole nigdy tal nie było. To tylko siedzenie. Widać tu jest inaczej. Wszystkie lekcje się skończyły. Praktycznie nie odlepiałam się od Louisa. Nie wiedziałam co tam robić. Zauważyłam że chłopakowi nie przeszkadza moja obecność. Cały czas śmialiśmy się z jakiś głupot jak to w szkole. Wszyscy stali przy swoich szafkach i coś w nich szperali. Ja też. Chciałam się spakować. I to zrobiłam . Zostawiłam swoją szafkę pustą. Jak większość. Poczekałam na Louisa. Chłopak w końcu się zebrał. Był uśmiechnięty. Miał dobry chumor. Na dworze pogoda była inna niż przewidywałam. Padał deszcz. A nawet lało. Ciężkie, Duże krople rozbijały się o dach szkoły. Louis dał mi swoją kurtkę. Powiedziałam że nie trzeba. A jak już to on też ma pod nią być bo zmarznie
-Ahh! Jakaś to Ty opiekuńcza!
-Ahh.. Nie dziękuj
-Haha!
-Nauczyłaś się czegoś?
-Nie. Nic nie kumam.
-To tak jak ja. Nie chodził bym do szkoły a wiedział bym to co teraz.
-A tak nie na temat. Skoro chcesz iść do XF to zaśpiewaj coś. Louis zaśpiewał jakąś piosenkę której nie znałam. Ale czy to ważne? Śpiewał cudownie. Powiedziałam że na pewno osiągnie sukcesy. Louis stał się dla mnie przyjacielem. On wprowadził mnie w to miejsce i pomógł zaprzyjaźnić się z niektórymi osobami. Powiedział na kogo uważać a kto jest dobry. Zapoznał ze swoimi kolegami. Dzisiaj był już piątek. Wracaliśmy do domu gdy...

Rozdział 2

Treść SMS? Zwykłe cześć.                                                                    Pomyślałam "Komu dawałam swój numer? Louis!"
Popatrzyłam przez okno. Brunet już tam siedział i śmiał się. Ja otworzyłam okno. On też to zrobił. I krzyknęłam. Chociaż nasze okna były oddalone o zaledwie 5 metrów. 
-I z czego się tak śmiejesz?
-A zgadnij?
-Hmm.. No jak bym nie wiedziała!
-Ahahahahaha!
-Ale czy to serio takie śmieszne? 
-Tak! Lepiej zapisz sobie mnie jako Louis w telefonie. Może nie zapomnisz.
-Ojj.. Zapamiętam! Już Ty się nie martw! 
Zamknęłam okno. Po czym zerknęłam do szafy, wzięłam potrzebne rzeczy i skierowałam się w stronę łazienki. Kosmetyczkę odłożyłam na półkę nad toaletą a sama zaczęłam się rozbierać. Miałam właśnie ściągać koszulkę, Gdy zobaczyłam okno które powinno być zasłonięte. Podeszłam do okna. A tam co? Louis wychylający się z balkonu i gapiący się w okno od naszej łazienki. Zasłoniłam okno i mogłam spokojnie kontunuować. Nalałam do wanny gorącej wody. Przygotowałam sobie ręcznik, do wody wrzuciłam kilka aromatów i byłam gotowa. Ale nagle coś mnie zatrzymało przed wchodzeniem tam. A no tak! Mydło! Sięgnęłam do kosmetyczki i wyciągnęłam z niej mój pomarańczowy płyn do kąpieli. Gdy juz weszłam do wanny praktycznie nie mogłam z niej wyjść. Jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze. Cały czas rozmyślałam nad Louisem i jego marzeniami. W końcu postanowiłam. Zostanę piosenkarką. Zawsze byłam mocno związana z muzyką. Ale nigdy nie próbowałam nawet o tym marzyć. Louis mi pomógł. Z tego co wiem to chce iść do X Factora. Ewentualnie pójdę z nim. A może jednak nie? Nie.. Lepiej nie. Ale zostanę dziennikarką. Moje rozmyślenia przerwało pukanie drzwi
-TI! Żyjesz tam jeszcze? Zapytał dość znajomy mi głos
-Tak! A kto mówi?
-Nieznajomy numer!
-Aaa! Już wychodzę!
-Mogę wejść?
-Niee!
Krzyknęłam a ten się zaśmiał. Postanowiłam wyjść z wanny i się ubrać. Gdy już się wykrzebałam z wanny wzięłam ręcznik, Przetarłam się i założyłam dres. Odłożyłam kosmetyczkę do szafki w łazience i wyszłam. O dziwo Louisa nie było już przy drzwiach. Pomyślałam że go nie ma. Podeszłam do drzwi od swojego pokoju. Nacisnęłam na klamkę i weszłam. Myliłam się. Louis siedzi na moim łóżku gapiąc się w podłogę. 
Chłopak popatrzył na mnie i powiedział
-Cześć
-Cześć! "Ale kto mówi?"
-Haha! Nieznajomy
-Już chyba znajomy. Powiedziałam pokazując chłopakowi jego numer telefonu. 
-Jeszcze tylko zdjęcie.
-O nie!
-No przecież chcesz być gwiazdą! Będą Ci codziennie robili zdjęcia!
-No w sumie racja! 
-Więc uśmiech!
......
-Już?
-Tak! Jakoś 5 minut temu!
-To co tam tak robisz?
-A nic! Twittera Twojego przeglądam.
-Że co? Skąd masz mojego Twittera?
-Twój kolega Stan napisał do mnie na Facebook. Powiedział mi że od Ciebie dowiedział się jak mam na imię i nazwisko. I gdzie mieszkam. Wiesz.. Takie ciekawostki na mój temat
-Ohh.. Stan!
-A nie.. Spoko! Kiedyś będziesz sławny. Mam nadzieję że o mnie opowiesz!
-No a jak? Haha
Tak rozmawialiśmy do 00:00. Louis popatrzył na zegarek i powiedział że musi już iść. Ja odprowadziłam go do wyjścia. Wróciłam do swojego pokoju, pogasiłam światła i myślałam o naszej wschodzącej gwieździe. Louisie oczywiście. Nigdy nie lubiłam facetów. Uważałam że są zwykłymi chamami którym zależy tylko na bzykaniu. Ale tu się pomyliłam. Ale kogo ja tu oszukuję? Louis-Człowiek z wielkimi marzeniami. Ja-Dziewczyna tylko z marzeniami, która musi wzorować się na innych. Tak już jest. Nie chciało mi się o tym myśleć. Z niecierpliwością czekałam aż zasnę a potem znów się obudzę aby spotkać Louisa. Przewracałam się z boku na bok. Ale nie mogłam zasnąć. W końcu się udało.