środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 3

Obudziłam się. Było jeszcze ciemno. Spojrzałam na zegarek. 05:00. No trudno. Sięgnęłam po telefon. Nic nowego. W sumie to kto by napisał o tej godzinie SMS? Nikt. Pomyślałam o Louisie. Popatrzyłam przez okno do jego pokoju. Widać było że urzędował na telefonie lub komputerze. Ja jednak nie miałam ochoty tego robić. W sumie nie wiedziałam co ze sobą zrobić. I tak oto odleciałam do krainy snów. Znowu. Gdy ponownie się obudziłam na zegarku była już 09:00. Ale sobie pospałam. Mogłam dłużej. Popatrzyłam przez okno. Louis już siedział na ogródku. Uśmiechał się i pił jakiś sok. Postanowiłam wyjść do nas do ogródka. Gdy wyszłam doznałam szoku. Nigdy nie widziałam takiego ogrodu. Był ogromny. Stało tam kilka młodych drzewek. Nad tarasem rozkładany daszek. A pod daszkiem? Mama czytająca gazetę.
-Cześć TI.
-Cześć mamo.
-Co jesz na śniadanie?
-Zrobię sobie coś.
-Jak chcesz. Kiedy będziesz potrzebowała pomocy to zawołaj!
-Dobrze!
Weszłam do domu. Moim oczom od razu ukazało się wejście do dużej kuchni. Gdy już weszłam zaczęłam szperać po szafkach. Było ich tysiące. Aż w końcu znalazłam tą odpowiednią z miskami. Wyjęłam jedną i postawiłam na blacie. Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej mleko. Następnie nalałam do miski. Znalazłam w szafce jakieś płatki. Wsypałam je do miski z mlekiem i tak oto miałam chłodne śniadanie na gorący dzień. Gdy zjadłam dobre śniadanie poszłam do Louisa. Pogadaliśmy trochę a potem zaprosiłam Louisa do swojego domu. Tak mijał każdy dzień. Aż w końcu trzeba było iść do szkoły. Moje relacje z Louisem wzmocniły się. Na szczęście chodzi do tej samej klasy. Nie zgubię się. Rano obudził mnie budzik. Popatrzyłam na zegarek. 06:00 a lekcje o 08:15. Wstałam, Ubrałam się i poszłam do łazienki się ogarnąć. Pierwszy dzień w szkole. Trzeba jakoś wyglądać. Spakowałam wszystkie potrzebne książki. Jestem gotowa. Louis czekał już pod bramą. Było chłodno. Więc wzięłam swoją ulubiona cieniutką kurtkę, buty Converse i plecak oczywiście. Wyszłam przed dom z kanapką w ręku. Louis wstaje pewnie godzinę wcześniej. Ale ja tak nie mogę. Louis chodzi do tej samej szkoły. Doszliśmy do szkoły o 08:00. Lekcje kończyły się dzisiaj o 14:00. Nie chciało mi się tyle siedzieć. Ale nie pójdę na wagary, To nie dla mnie. Gdy weszliśmy do szkoły Louis zaczął biec. A ja za nim. Od razu podbiegł do największych szafek i kazał mi wsiąść szafkę obok. Bo to są te najlepsze. Nie miałam zielonego pojęcia jak wbić kod. Louis nagle znikł i się pojawił. Z kodami. Wpisałam odpowiedni kod i otoworzyłam szafkę. Było tam dużo miejsca. Zostawiłam tam książki. Louis powiedział aby na pierwszą lekcje wziąść tylko zeszyt do informacji i piórnik. A plecak zostawić. On chyba wie lepiej. Zadzwonił dzwonek. Ja jeszcze nie gotowa! Louis z resztą też! No trudno. Gdy wszystkie sprawy zostały załatwione skierowaliśmy się w stronę sali. Louis burknął pod nosem "Sala 29 powiadacie" Nie zareagowałam. Uznałam że nic to nie da. W końcu doszliśmy do sali nie odzywając się do siebie ani słowem. Weszliśmy do sali. Nauczycielka stała przy tablicy i pisała jakieś pierdoły które mamy przepisać do zeszytu.
-Witaj Louis i TI.
-Louis! Czeeść!-Wszyscy witali się z Louisem
-A to kto? Twoja nowa dziewczyna?-Ten komentarz mnie wkurzył. Chciałam temu kolesiowi przywalić. Ale zrobiłam do niego tylko minę która mówiła "Uważaj sobie"
-Uuu.. Ostra.
-A żebyś wiedział!
-No już! Siadać! Louis i TI w ostatniej ławce razem bo nigdzie indziej nie ma miejsca. Wszyscy zaczęli się śmiać. A ja nie wiem z czego. W mojej starej szkole nigdy tal nie było. To tylko siedzenie. Widać tu jest inaczej. Wszystkie lekcje się skończyły. Praktycznie nie odlepiałam się od Louisa. Nie wiedziałam co tam robić. Zauważyłam że chłopakowi nie przeszkadza moja obecność. Cały czas śmialiśmy się z jakiś głupot jak to w szkole. Wszyscy stali przy swoich szafkach i coś w nich szperali. Ja też. Chciałam się spakować. I to zrobiłam . Zostawiłam swoją szafkę pustą. Jak większość. Poczekałam na Louisa. Chłopak w końcu się zebrał. Był uśmiechnięty. Miał dobry chumor. Na dworze pogoda była inna niż przewidywałam. Padał deszcz. A nawet lało. Ciężkie, Duże krople rozbijały się o dach szkoły. Louis dał mi swoją kurtkę. Powiedziałam że nie trzeba. A jak już to on też ma pod nią być bo zmarznie
-Ahh! Jakaś to Ty opiekuńcza!
-Ahh.. Nie dziękuj
-Haha!
-Nauczyłaś się czegoś?
-Nie. Nic nie kumam.
-To tak jak ja. Nie chodził bym do szkoły a wiedział bym to co teraz.
-A tak nie na temat. Skoro chcesz iść do XF to zaśpiewaj coś. Louis zaśpiewał jakąś piosenkę której nie znałam. Ale czy to ważne? Śpiewał cudownie. Powiedziałam że na pewno osiągnie sukcesy. Louis stał się dla mnie przyjacielem. On wprowadził mnie w to miejsce i pomógł zaprzyjaźnić się z niektórymi osobami. Powiedział na kogo uważać a kto jest dobry. Zapoznał ze swoimi kolegami. Dzisiaj był już piątek. Wracaliśmy do domu gdy...

1 komentarz: