Nie wiedzielismy co robić... W KFC przy stoliku siedziały te dwie dziewczyny które cały czas się śmiały. To było dziwne. A nawet bardzo. To raczej nie jest zbiego okoliczności. Ale zważając na rady Louisa nie zwracałam na nie uwagi. Zamówiliśmy po kilka kurczaków i po jednej dolewce. Gdy już wszystko było zjedzone wzielismy ostatnią dolewkę i wyszliśmy z baru. Te dwie dziewczyny wyszły około godziny temu. Więc nie mielismy się czego bać. Wyszliśmy z budynku i wsiedliśmy do samochodu. Całą droge gadaliśmy o dwuch tajemniczych dziewczynach. To było na prawdę podejrzane. Odwieźliśmy Stana do domu i ruszyliśmy w stronę naszego osiedla.
-I jak Stan?
-Spoko koleś.
-Wiem
Louis uśmiechnął się i jechał dalej. Louis śpi dzisiaj u mnie. Więc nie mam się czego bać. Po około 10 minutach dojechaliśmy do mojego domu. Ostroznie wysiedliśmy z samochodu na wypadek obecności tych podejrzanych dziewczyn. Nic się nie stało. Doszliśmy do drzwi. Otworzyłam je i weszlismy do środka. Pierwsze co zrobiłam to zasłonięcie rolet. Bałam się tych dziewczyn ale nie chciałam mówic o tym Lou. No nic.. Gadalismy jakieś pierdoły. Popatrzyłam na zegarek. Było juz późno. Uznałam że czas iść spać. Brunet zgodził sie ze mną i powędrowaliśmy do mojego pokoju. Ja wzięłam potrzebne rzeczy i poszłam się wykapac. W sumie zrobiłam to bardzo szybko. Po mnie do łazienki wszedł Louis. Gdy wyszedł ja już prawie spałam. Ten wziął kołdrę ze swojego materaca i położył sie obok mnie. Gdy się obudziłam dopiero zauwazyłam że Louis jest obok. Spało mi sie bardzo dobrze. Przeszłam do pozycji siedzącej, Zauważyłam że Louis jeszcze śpi. Nie bardzo chciałam mówic rodzicom że był tu Louis i spalismy w jednym łóżku. Pewnie by na nas nakrzyczeli i zakazali spotykania się. Tacy już są. Obudziłam chłopaka. Na co ten od razu wstał, wziął swoje ubrania. Wszedł do garderoby i bez słowa się przebrał. W tym czasie ja tez zdażyłam się ubrać w to co wczoraj. Gdy wyszedł uśmiechnął się i powiedział po prostu cześć. Ja odwzajemniłam uśmiech i też się przywitałam. Zeszlismy na dół. Moi rodzice już byli. Siedzieli przy stoliku w kuchni i powiedzieli że maja dla nas informację.
-Tata TI musi wam cos powiedzieć. Louis, Ty tez powinienes o tym wiedzieć.
-Wyprowadzamy się jeszcze dalej. Ale szkoły juz nie musisz zmieniac. Jedziemy jutro.
Po tych słowach Louis wziął swoje rzeczy i wyszedł z domu. Ja poszłam za nim. To on wprowadził mnie w to miejsce. Juz sie tu zadomowiłam i nie miałam ochoty kolejny raz się przeprowadzac. a już szczególnie dalej od Lou. Zapytałam o co chodzi. Odpowiedział jedynie że lubi mnie i nie ma ochoty widywac mnie tylko w szkole. Powiedział że czy tego chce czy nie on coś wykombinuje że bedziemy sie widywali częściej. Po tej rozmowie wróciłam do domu. Spakowałam wszystkie rzeczy i zniosłam na dół. Zostawiłam tylko rzeczy na jutro. reszta jest nie ważna. Dzisiaj była niedziela. Więc nic do roboty. A już szczególnie z taką wiadomością. Jutro mamy wolne ze względu na jakieś święto związane z nasza szkołą. reszte dnia spędziłam na wpatrywaniu się w pokój Louisa, w którym siedział bezradnie przy biórku i obracał w rękach ołówek. Coś tam rozpisywał. Popatrzył przez okno. Zauważył mnie. Miał w reku dwie kartki na których narysowany był jakis plan domu. Jedna kartke złozył w samolot i rzucił mi. Powiedział że to plan jego domu. Poprosił abym to zatrzymała. Na pamiątkę. Chociaż co dzien będziemy widywali się w szkole ja nie mogłam pogodzić się z faktem że nie będe już tu mieszkać. Nie mam ochoty kisic sie cały dzień w pokoju i czekać na sms od Louisa który będzie rozrysowywał swój dom. Było już dośc późno. Położyłam sie spać. Obudził mnie dźwięk ciężarówki która najprawdopodobniej przyszła po rzeczy rodziców. Dzisiaj nie nakładałam makijażu. Z resztą bardzo rzadko to robię. Ubrałam rzeczy które przygotowałam sobie wczoraj i zeszłam na dół. Nie miałam ochoty nic jeść. Poszłam do Louisa który czekał az przyjde się pożegnac. Za jakoś 2 godziny jedziemy. Wyszłam z domu i poszłam do tak dobrze znanego mi domku, który już nie długo może stać się tym obok którego będe przejeżdżała sto razy ale nigdy nie przypomne sobie co tutaj się wydarzyło. Zadzwoniłam do drzwi. Louis podbiegł i otowrzył mi. Od razu kiedy go zobaczyłam łzy poleciały mi z oczu.
-Co się stalo?
-Nic..
-Gadaj! Co się do cholery stało!
-Bo ja nie chcę wyjeżdżać.
Chłopak nie odezwał się tylko od razu przytulił mnie mocno do siebie co od razu odwzajemniłam. Poslziśmy razem na górę do jego pokoju. Tam powspominaliśmy co się tutaj działo. Cały czas z oczu leciały mi łzy. W koncu zawołała mnie mama. Powiedziała że musimy już iść. Wtedy rozpłakałam się na dobre. Ostatnie słowa które powiedziałam Louisoowi to:
-Żegnaj... Dziekuję za to co dla mnie zrobiłes. Mam nadzieję że zobaczymy się w szkole.
Wtedy Louisowi też poleciało kilka łez z oczu. Pierwszy raz widziałam go tak smtnego. Najbardziej boje się tego że o nim zapomnę. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Gdy wyszłam z domu zauwazyłam Louisa który płacząc wpatrywał się w moje okno. Wsiadłam do samochodu cały czas patrząc na Louisa. Nie wiem czemu było mi tak smutno. Przeciez chodzimy razem do szkoły. Ale jednak to nie to samo co mieszkać obok siebie. Dojechaliśmy. Dom też był piekny. Jednak nie podniecałam się nim. Nie miałam siły. Weszłam do pierwszego lepszego pokoju. Pierwsze co zrobiłam to odłożenie walizek na jakies łózko i wyciągnięcie karteczki od Louisa. Przyszedł od kogoś SMS. Od Louisa o treści
"Ja dalej czekam aż zobaczę Cię w twoim pokoju. I będę czekał zawsze"
Na te słowa nawet nie odpisałam. Zapytałam się mamy jak dojść do 'starego' domu. Gdy mama rozpisała mi drogę doszłam. To trochę długo. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła mama Louisa.
-Cześć TI! Przyszłas do Louisa?
-Tak! Mogę wejśc do niego?
-Oczywiście! Będzie zadowolony. No już! Idź
Weszłam na górę, nacisnełam klamke od pokoju Louisa i weszłam. Gdy popatrzyłam na chłopaka żal mi sie jego zrobiło.
-Cześć!
-TI? Ale jak! Cześć!
-No tak!
-A właśnie.. Chcę Ci cos przekazać. Rodzice kupili mi dom gdzieś na osiedlu oddalonym troche od tego. i wyprowadzam się. Za dużo wspomnień.
-A-ale jak ja teraz będę Ciebie odwiedzać?
-Nie będziesz musiała!
-Będę!
-Nie! Własnie po to tutaj jesteś! Bo chcialem sie o coś zapytac. Bo prawdopodobnie tydzień temu ukończyłaś 18 lat, na fb było napisane. Więc czy chcesz mieszkac tam ze mną?
Nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam wkurzona na swoich rodziców bo cały czas sie przeprowadzają. W końcu odpowiedziałam.
-Tak.
Louis zareagował zupełnie nie tak jak się spodziewałam.
czwartek, 30 stycznia 2014
Rozdział 4
Wracaliśmy do domu, gdy nagle na naszej drodze stanęły pewne dziewczyny. Śmiały się z nas. Louis szepnął mi abyśmy na nie nie reagowali. On chyba wie lepiej. Więc szłam przed siebie jak by nigdy nic. Te tajemnicze dziewczyny szły za nami pół drogi. Aż w końcu się odczepiły dalej śmiejąc się. Po kilku minutach doszliśmy do swoich domów. Louis rozejrzał się w koło. Jego wzrok zatrzymał się na krzakach na końcu uliczki.
-Już! Do domu! Szybko!
Reakcja Louisa bardzo mnie zdziwiła. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak wystraszonego. A znamy się ok 2 tygodnie. W domu nikogo nie było. Tylko karteczka. Najwidoczniej od mojej mamy. A oto i jej treść:
"TI. Zostawiłam dom otwarty bo zauważyłam że nie masz kluczy. Może i to było głupie. Ale wolę to niż zostawianie Ci kluczy pod wycieraczką. A więc tak. Zostaniesz sama na noc. Jak chcesz możesz zaprosić jakąś koleżankę. Kolacje masz w kuchni. Obiad zrób sama. Mam nadzieję że sobie poradzisz!
Mama xx" Gdy przeczytałam ten list przeraziłam się. Ja? Sama? W wielkim domu na noc? Nie widzę tego. Nie mam żadnych koleżanek a sama boję się zostawać. Szczególnie w takim domu.
-I co?
-Zostaję sama na noc.
-Uuu...
-Zostaniesz ze mną?
-Na pewno?
-Tak!-Opowiedziałam zdecydowanie
-Niech będzie, Coś dzisiaj robimy?
-Nie. Nic.
-A gdzie Twoi rodzice?
-Nie wiem.
-Dobra.. Więc gdzie mam spać?
-Zaraz pościelę Ci materac w moim pokoju.
-Okay!
Poszłam do góry a Louis za mną. Wzięłam materac z szafy taty i rozłożyłam obok mojego łóżka.
-Skoczę po swoje rzeczy do siebie!
-Ok! Uważaj!
-Dobra.. Dobra. Martw się o siebie.
-Hah...
Wyjęłam pościel i przygotowałam Louisowi miejsce do spania. Louis wrócił. Cały i zdrowy. Ale dlaczego ja się tak martwię?Posiedzieliśmy troszkę na górze gadając o szkole. Zdecydowaliśmy że zejdziemy na dół. Wyszliśmy do pokoju zamykając za sobą drzwi. Udaliśmy się do salonu i wymyślaliśmy co by porobić. Louis wpadł na pomysł że pójdziemy do KFC ze Stanem. Zgodziłam się. Stan wydawał się miły. Z tego co dowiedziałam się z internetu. Zadzwoniliśmy do Stana. Powiedział że z chęcią mnie pozna. Gdy już wyszliśmy z domu skierowaliśmy się w stronę samochodu Louisa. Wsiedliśmy. Louis zapytał mnie czy chcę robić sobie prawo jazdy. Powiedziałam że tak. Tylko jak skończę 18 lat. Ruszyliśmy. Wcale nie jechaliśmy długo. Ok. 10 minut. W trakcie drogi zapytałam Louisa o co chodziło z tą akcją przed domem. Powiedział że wydawało mu się że widział w krzakach te dziewczyny. A według niego są podejrzane. Stan wyszedł z domku. Był to ładny chłopak. Wsiadł za mnie i przywitał się. Ruszyliśmy w stronę KFC. Gdy dojechaliśmy na miejsce jeszcze 5 minut siedzieliśmy w samochodzie szukając portfeli. Gdy weszliśmy do budynku zastała nas niespodzianka. Nie wiedzieliśmy co robić...
*********************************************************************************
Mam nadzieję że się podoba. Napisałam na szybko ale z nudów. Jak będzie taka konieczność poprawię. Może trochę za szybko te rozdziały. Ale nie mam niczego innego do roboty :)
Dziękuję za przeczytanie
-Już! Do domu! Szybko!
Reakcja Louisa bardzo mnie zdziwiła. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak wystraszonego. A znamy się ok 2 tygodnie. W domu nikogo nie było. Tylko karteczka. Najwidoczniej od mojej mamy. A oto i jej treść:
"TI. Zostawiłam dom otwarty bo zauważyłam że nie masz kluczy. Może i to było głupie. Ale wolę to niż zostawianie Ci kluczy pod wycieraczką. A więc tak. Zostaniesz sama na noc. Jak chcesz możesz zaprosić jakąś koleżankę. Kolacje masz w kuchni. Obiad zrób sama. Mam nadzieję że sobie poradzisz!
Mama xx" Gdy przeczytałam ten list przeraziłam się. Ja? Sama? W wielkim domu na noc? Nie widzę tego. Nie mam żadnych koleżanek a sama boję się zostawać. Szczególnie w takim domu.
-I co?
-Zostaję sama na noc.
-Uuu...
-Zostaniesz ze mną?
-Na pewno?
-Tak!-Opowiedziałam zdecydowanie
-Niech będzie, Coś dzisiaj robimy?
-Nie. Nic.
-A gdzie Twoi rodzice?
-Nie wiem.
-Dobra.. Więc gdzie mam spać?
-Zaraz pościelę Ci materac w moim pokoju.
-Okay!
Poszłam do góry a Louis za mną. Wzięłam materac z szafy taty i rozłożyłam obok mojego łóżka.
-Skoczę po swoje rzeczy do siebie!
-Ok! Uważaj!
-Dobra.. Dobra. Martw się o siebie.
-Hah...
Wyjęłam pościel i przygotowałam Louisowi miejsce do spania. Louis wrócił. Cały i zdrowy. Ale dlaczego ja się tak martwię?Posiedzieliśmy troszkę na górze gadając o szkole. Zdecydowaliśmy że zejdziemy na dół. Wyszliśmy do pokoju zamykając za sobą drzwi. Udaliśmy się do salonu i wymyślaliśmy co by porobić. Louis wpadł na pomysł że pójdziemy do KFC ze Stanem. Zgodziłam się. Stan wydawał się miły. Z tego co dowiedziałam się z internetu. Zadzwoniliśmy do Stana. Powiedział że z chęcią mnie pozna. Gdy już wyszliśmy z domu skierowaliśmy się w stronę samochodu Louisa. Wsiedliśmy. Louis zapytał mnie czy chcę robić sobie prawo jazdy. Powiedziałam że tak. Tylko jak skończę 18 lat. Ruszyliśmy. Wcale nie jechaliśmy długo. Ok. 10 minut. W trakcie drogi zapytałam Louisa o co chodziło z tą akcją przed domem. Powiedział że wydawało mu się że widział w krzakach te dziewczyny. A według niego są podejrzane. Stan wyszedł z domku. Był to ładny chłopak. Wsiadł za mnie i przywitał się. Ruszyliśmy w stronę KFC. Gdy dojechaliśmy na miejsce jeszcze 5 minut siedzieliśmy w samochodzie szukając portfeli. Gdy weszliśmy do budynku zastała nas niespodzianka. Nie wiedzieliśmy co robić...
*********************************************************************************
Mam nadzieję że się podoba. Napisałam na szybko ale z nudów. Jak będzie taka konieczność poprawię. Może trochę za szybko te rozdziały. Ale nie mam niczego innego do roboty :)
Dziękuję za przeczytanie
środa, 29 stycznia 2014
Rozdział 3
Obudziłam się. Było jeszcze ciemno. Spojrzałam na zegarek. 05:00. No trudno. Sięgnęłam po telefon. Nic nowego. W sumie to kto by napisał o tej godzinie SMS? Nikt. Pomyślałam o Louisie. Popatrzyłam przez okno do jego pokoju. Widać było że urzędował na telefonie lub komputerze. Ja jednak nie miałam ochoty tego robić. W sumie nie wiedziałam co ze sobą zrobić. I tak oto odleciałam do krainy snów. Znowu. Gdy ponownie się obudziłam na zegarku była już 09:00. Ale sobie pospałam. Mogłam dłużej. Popatrzyłam przez okno. Louis już siedział na ogródku. Uśmiechał się i pił jakiś sok. Postanowiłam wyjść do nas do ogródka. Gdy wyszłam doznałam szoku. Nigdy nie widziałam takiego ogrodu. Był ogromny. Stało tam kilka młodych drzewek. Nad tarasem rozkładany daszek. A pod daszkiem? Mama czytająca gazetę.
-Cześć TI.
-Cześć mamo.
-Co jesz na śniadanie?
-Zrobię sobie coś.
-Jak chcesz. Kiedy będziesz potrzebowała pomocy to zawołaj!
-Dobrze!
Weszłam do domu. Moim oczom od razu ukazało się wejście do dużej kuchni. Gdy już weszłam zaczęłam szperać po szafkach. Było ich tysiące. Aż w końcu znalazłam tą odpowiednią z miskami. Wyjęłam jedną i postawiłam na blacie. Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej mleko. Następnie nalałam do miski. Znalazłam w szafce jakieś płatki. Wsypałam je do miski z mlekiem i tak oto miałam chłodne śniadanie na gorący dzień. Gdy zjadłam dobre śniadanie poszłam do Louisa. Pogadaliśmy trochę a potem zaprosiłam Louisa do swojego domu. Tak mijał każdy dzień. Aż w końcu trzeba było iść do szkoły. Moje relacje z Louisem wzmocniły się. Na szczęście chodzi do tej samej klasy. Nie zgubię się. Rano obudził mnie budzik. Popatrzyłam na zegarek. 06:00 a lekcje o 08:15. Wstałam, Ubrałam się i poszłam do łazienki się ogarnąć. Pierwszy dzień w szkole. Trzeba jakoś wyglądać. Spakowałam wszystkie potrzebne książki. Jestem gotowa. Louis czekał już pod bramą. Było chłodno. Więc wzięłam swoją ulubiona cieniutką kurtkę, buty Converse i plecak oczywiście. Wyszłam przed dom z kanapką w ręku. Louis wstaje pewnie godzinę wcześniej. Ale ja tak nie mogę. Louis chodzi do tej samej szkoły. Doszliśmy do szkoły o 08:00. Lekcje kończyły się dzisiaj o 14:00. Nie chciało mi się tyle siedzieć. Ale nie pójdę na wagary, To nie dla mnie. Gdy weszliśmy do szkoły Louis zaczął biec. A ja za nim. Od razu podbiegł do największych szafek i kazał mi wsiąść szafkę obok. Bo to są te najlepsze. Nie miałam zielonego pojęcia jak wbić kod. Louis nagle znikł i się pojawił. Z kodami. Wpisałam odpowiedni kod i otoworzyłam szafkę. Było tam dużo miejsca. Zostawiłam tam książki. Louis powiedział aby na pierwszą lekcje wziąść tylko zeszyt do informacji i piórnik. A plecak zostawić. On chyba wie lepiej. Zadzwonił dzwonek. Ja jeszcze nie gotowa! Louis z resztą też! No trudno. Gdy wszystkie sprawy zostały załatwione skierowaliśmy się w stronę sali. Louis burknął pod nosem "Sala 29 powiadacie" Nie zareagowałam. Uznałam że nic to nie da. W końcu doszliśmy do sali nie odzywając się do siebie ani słowem. Weszliśmy do sali. Nauczycielka stała przy tablicy i pisała jakieś pierdoły które mamy przepisać do zeszytu.
-Witaj Louis i TI.
-Louis! Czeeść!-Wszyscy witali się z Louisem
-A to kto? Twoja nowa dziewczyna?-Ten komentarz mnie wkurzył. Chciałam temu kolesiowi przywalić. Ale zrobiłam do niego tylko minę która mówiła "Uważaj sobie"
-Uuu.. Ostra.
-A żebyś wiedział!
-No już! Siadać! Louis i TI w ostatniej ławce razem bo nigdzie indziej nie ma miejsca. Wszyscy zaczęli się śmiać. A ja nie wiem z czego. W mojej starej szkole nigdy tal nie było. To tylko siedzenie. Widać tu jest inaczej. Wszystkie lekcje się skończyły. Praktycznie nie odlepiałam się od Louisa. Nie wiedziałam co tam robić. Zauważyłam że chłopakowi nie przeszkadza moja obecność. Cały czas śmialiśmy się z jakiś głupot jak to w szkole. Wszyscy stali przy swoich szafkach i coś w nich szperali. Ja też. Chciałam się spakować. I to zrobiłam . Zostawiłam swoją szafkę pustą. Jak większość. Poczekałam na Louisa. Chłopak w końcu się zebrał. Był uśmiechnięty. Miał dobry chumor. Na dworze pogoda była inna niż przewidywałam. Padał deszcz. A nawet lało. Ciężkie, Duże krople rozbijały się o dach szkoły. Louis dał mi swoją kurtkę. Powiedziałam że nie trzeba. A jak już to on też ma pod nią być bo zmarznie
-Ahh! Jakaś to Ty opiekuńcza!
-Ahh.. Nie dziękuj
-Haha!
-Nauczyłaś się czegoś?
-Nie. Nic nie kumam.
-To tak jak ja. Nie chodził bym do szkoły a wiedział bym to co teraz.
-A tak nie na temat. Skoro chcesz iść do XF to zaśpiewaj coś. Louis zaśpiewał jakąś piosenkę której nie znałam. Ale czy to ważne? Śpiewał cudownie. Powiedziałam że na pewno osiągnie sukcesy. Louis stał się dla mnie przyjacielem. On wprowadził mnie w to miejsce i pomógł zaprzyjaźnić się z niektórymi osobami. Powiedział na kogo uważać a kto jest dobry. Zapoznał ze swoimi kolegami. Dzisiaj był już piątek. Wracaliśmy do domu gdy...
-Cześć TI.
-Cześć mamo.
-Co jesz na śniadanie?
-Zrobię sobie coś.
-Jak chcesz. Kiedy będziesz potrzebowała pomocy to zawołaj!
-Dobrze!
Weszłam do domu. Moim oczom od razu ukazało się wejście do dużej kuchni. Gdy już weszłam zaczęłam szperać po szafkach. Było ich tysiące. Aż w końcu znalazłam tą odpowiednią z miskami. Wyjęłam jedną i postawiłam na blacie. Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej mleko. Następnie nalałam do miski. Znalazłam w szafce jakieś płatki. Wsypałam je do miski z mlekiem i tak oto miałam chłodne śniadanie na gorący dzień. Gdy zjadłam dobre śniadanie poszłam do Louisa. Pogadaliśmy trochę a potem zaprosiłam Louisa do swojego domu. Tak mijał każdy dzień. Aż w końcu trzeba było iść do szkoły. Moje relacje z Louisem wzmocniły się. Na szczęście chodzi do tej samej klasy. Nie zgubię się. Rano obudził mnie budzik. Popatrzyłam na zegarek. 06:00 a lekcje o 08:15. Wstałam, Ubrałam się i poszłam do łazienki się ogarnąć. Pierwszy dzień w szkole. Trzeba jakoś wyglądać. Spakowałam wszystkie potrzebne książki. Jestem gotowa. Louis czekał już pod bramą. Było chłodno. Więc wzięłam swoją ulubiona cieniutką kurtkę, buty Converse i plecak oczywiście. Wyszłam przed dom z kanapką w ręku. Louis wstaje pewnie godzinę wcześniej. Ale ja tak nie mogę. Louis chodzi do tej samej szkoły. Doszliśmy do szkoły o 08:00. Lekcje kończyły się dzisiaj o 14:00. Nie chciało mi się tyle siedzieć. Ale nie pójdę na wagary, To nie dla mnie. Gdy weszliśmy do szkoły Louis zaczął biec. A ja za nim. Od razu podbiegł do największych szafek i kazał mi wsiąść szafkę obok. Bo to są te najlepsze. Nie miałam zielonego pojęcia jak wbić kod. Louis nagle znikł i się pojawił. Z kodami. Wpisałam odpowiedni kod i otoworzyłam szafkę. Było tam dużo miejsca. Zostawiłam tam książki. Louis powiedział aby na pierwszą lekcje wziąść tylko zeszyt do informacji i piórnik. A plecak zostawić. On chyba wie lepiej. Zadzwonił dzwonek. Ja jeszcze nie gotowa! Louis z resztą też! No trudno. Gdy wszystkie sprawy zostały załatwione skierowaliśmy się w stronę sali. Louis burknął pod nosem "Sala 29 powiadacie" Nie zareagowałam. Uznałam że nic to nie da. W końcu doszliśmy do sali nie odzywając się do siebie ani słowem. Weszliśmy do sali. Nauczycielka stała przy tablicy i pisała jakieś pierdoły które mamy przepisać do zeszytu.
-Witaj Louis i TI.
-Louis! Czeeść!-Wszyscy witali się z Louisem
-A to kto? Twoja nowa dziewczyna?-Ten komentarz mnie wkurzył. Chciałam temu kolesiowi przywalić. Ale zrobiłam do niego tylko minę która mówiła "Uważaj sobie"
-Uuu.. Ostra.
-A żebyś wiedział!
-No już! Siadać! Louis i TI w ostatniej ławce razem bo nigdzie indziej nie ma miejsca. Wszyscy zaczęli się śmiać. A ja nie wiem z czego. W mojej starej szkole nigdy tal nie było. To tylko siedzenie. Widać tu jest inaczej. Wszystkie lekcje się skończyły. Praktycznie nie odlepiałam się od Louisa. Nie wiedziałam co tam robić. Zauważyłam że chłopakowi nie przeszkadza moja obecność. Cały czas śmialiśmy się z jakiś głupot jak to w szkole. Wszyscy stali przy swoich szafkach i coś w nich szperali. Ja też. Chciałam się spakować. I to zrobiłam . Zostawiłam swoją szafkę pustą. Jak większość. Poczekałam na Louisa. Chłopak w końcu się zebrał. Był uśmiechnięty. Miał dobry chumor. Na dworze pogoda była inna niż przewidywałam. Padał deszcz. A nawet lało. Ciężkie, Duże krople rozbijały się o dach szkoły. Louis dał mi swoją kurtkę. Powiedziałam że nie trzeba. A jak już to on też ma pod nią być bo zmarznie
-Ahh! Jakaś to Ty opiekuńcza!
-Ahh.. Nie dziękuj
-Haha!
-Nauczyłaś się czegoś?
-Nie. Nic nie kumam.
-To tak jak ja. Nie chodził bym do szkoły a wiedział bym to co teraz.
-A tak nie na temat. Skoro chcesz iść do XF to zaśpiewaj coś. Louis zaśpiewał jakąś piosenkę której nie znałam. Ale czy to ważne? Śpiewał cudownie. Powiedziałam że na pewno osiągnie sukcesy. Louis stał się dla mnie przyjacielem. On wprowadził mnie w to miejsce i pomógł zaprzyjaźnić się z niektórymi osobami. Powiedział na kogo uważać a kto jest dobry. Zapoznał ze swoimi kolegami. Dzisiaj był już piątek. Wracaliśmy do domu gdy...
Rozdział 2
Treść SMS? Zwykłe cześć.
Pomyślałam "Komu dawałam swój numer? Louis!"
Pomyślałam "Komu dawałam swój numer? Louis!"
Popatrzyłam przez okno. Brunet już tam siedział i śmiał się. Ja otworzyłam okno. On też to zrobił. I krzyknęłam. Chociaż nasze okna były oddalone o zaledwie 5 metrów.
-I z czego się tak śmiejesz?
-A zgadnij?
-Hmm.. No jak bym nie wiedziała!
-Ahahahahaha!
-Ale czy to serio takie śmieszne?
-Tak! Lepiej zapisz sobie mnie jako Louis w telefonie. Może nie zapomnisz.
-Ojj.. Zapamiętam! Już Ty się nie martw!
Zamknęłam okno. Po czym zerknęłam do szafy, wzięłam potrzebne rzeczy i skierowałam się w stronę łazienki. Kosmetyczkę odłożyłam na półkę nad toaletą a sama zaczęłam się rozbierać. Miałam właśnie ściągać koszulkę, Gdy zobaczyłam okno które powinno być zasłonięte. Podeszłam do okna. A tam co? Louis wychylający się z balkonu i gapiący się w okno od naszej łazienki. Zasłoniłam okno i mogłam spokojnie kontunuować. Nalałam do wanny gorącej wody. Przygotowałam sobie ręcznik, do wody wrzuciłam kilka aromatów i byłam gotowa. Ale nagle coś mnie zatrzymało przed wchodzeniem tam. A no tak! Mydło! Sięgnęłam do kosmetyczki i wyciągnęłam z niej mój pomarańczowy płyn do kąpieli. Gdy juz weszłam do wanny praktycznie nie mogłam z niej wyjść. Jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze. Cały czas rozmyślałam nad Louisem i jego marzeniami. W końcu postanowiłam. Zostanę piosenkarką. Zawsze byłam mocno związana z muzyką. Ale nigdy nie próbowałam nawet o tym marzyć. Louis mi pomógł. Z tego co wiem to chce iść do X Factora. Ewentualnie pójdę z nim. A może jednak nie? Nie.. Lepiej nie. Ale zostanę dziennikarką. Moje rozmyślenia przerwało pukanie drzwi
-TI! Żyjesz tam jeszcze? Zapytał dość znajomy mi głos
-Tak! A kto mówi?
-Nieznajomy numer!
-Aaa! Już wychodzę!
-Mogę wejść?
-Niee!
Krzyknęłam a ten się zaśmiał. Postanowiłam wyjść z wanny i się ubrać. Gdy już się wykrzebałam z wanny wzięłam ręcznik, Przetarłam się i założyłam dres. Odłożyłam kosmetyczkę do szafki w łazience i wyszłam. O dziwo Louisa nie było już przy drzwiach. Pomyślałam że go nie ma. Podeszłam do drzwi od swojego pokoju. Nacisnęłam na klamkę i weszłam. Myliłam się. Louis siedzi na moim łóżku gapiąc się w podłogę.
Chłopak popatrzył na mnie i powiedział
-Cześć
-Cześć! "Ale kto mówi?"
-Haha! Nieznajomy
-Już chyba znajomy. Powiedziałam pokazując chłopakowi jego numer telefonu.
-Jeszcze tylko zdjęcie.
-O nie!
-No przecież chcesz być gwiazdą! Będą Ci codziennie robili zdjęcia!
-No w sumie racja!
-Więc uśmiech!
......
-Już?
-Tak! Jakoś 5 minut temu!
-To co tam tak robisz?
-A nic! Twittera Twojego przeglądam.
-Że co? Skąd masz mojego Twittera?
-Twój kolega Stan napisał do mnie na Facebook. Powiedział mi że od Ciebie dowiedział się jak mam na imię i nazwisko. I gdzie mieszkam. Wiesz.. Takie ciekawostki na mój temat
-Ohh.. Stan!
-A nie.. Spoko! Kiedyś będziesz sławny. Mam nadzieję że o mnie opowiesz!
-No a jak? Haha
Tak rozmawialiśmy do 00:00. Louis popatrzył na zegarek i powiedział że musi już iść. Ja odprowadziłam go do wyjścia. Wróciłam do swojego pokoju, pogasiłam światła i myślałam o naszej wschodzącej gwieździe. Louisie oczywiście. Nigdy nie lubiłam facetów. Uważałam że są zwykłymi chamami którym zależy tylko na bzykaniu. Ale tu się pomyliłam. Ale kogo ja tu oszukuję? Louis-Człowiek z wielkimi marzeniami. Ja-Dziewczyna tylko z marzeniami, która musi wzorować się na innych. Tak już jest. Nie chciało mi się o tym myśleć. Z niecierpliwością czekałam aż zasnę a potem znów się obudzę aby spotkać Louisa. Przewracałam się z boku na bok. Ale nie mogłam zasnąć. W końcu się udało.
Rozdział 1
Cześć! Jestem TI. Mieszkam w Londynie i mam 17 lat. Noo.. Za miesiąc 18. Właśnie się przeprowadzamy. Do samego centrum Londynu. Mój tata dostał nową pracę. Za tydzień pierwszy dzień w szkole. Nowej szkole. Jeszcze nigdy nie zmieniałam swojego miejsca zamieszkania. A tym bardziej miejsca nauki. No ale innej opcji nie ma. Moje plany na przyszłość? Nie wiem. Coś związanego z muzyką. Pewnie skończy się na tym że będę siedziała w kiosku z słuchawkami w uszach. Za rok kończę szkołę a dalej nie wiem co chcę robić w życiu.
-TI! Usłyszałam głos mamy z dołu
-TI! Już jedziemy!
-Dobrze mamo! Rozejrzałam się ostatni raz po moim pokoju. Można powiedzieć że się z nim pożegnałam. Nie chciałam tego. Nawet najdroższy dom na świecie nie zastąpi mi tego. Ale musi. Wzięłam walizki i zeszłam na dół. Moja mama uśmiechała się do mnie. Jednak dla mnie nie było powodów do śmiechu. Wyszłam z domu, Wrzuciłam walizki do bagarznika i wolnym krokiem cały czas patrząc na były dom podążałam w stronę drzwi. Odjechaliśmy. Tak oto ostatni raz widziałam mój dom. Po ok 1 godzinie dojechaliśmy na miejsce. Dom był piękny. Tata mówił że dom umieszczony jest tam, gdzie mieszkają sławy.
Rodzice popatrzyli na mnie oczekując reakcji. Ja jednak nic nie powiedziałam. Postanowiłam wyjść z samochodu wejść do domu. W domu było pięknie. Tata wszedł do środka i skierował mnie do mojego pokoju. Otworzyłam drzwi i oczom nie wierzyłam. Tego pokoju nie dało się porównać do mojego starego. Rozpakowałam się i postanowiłam zwiedzić okolicę. Wyjęłam z walizki buty oraz kurtkę i wyszłam. Pierwsze na co zwróciłam uwagę to chłopak. Brunet o brązowych oczach. Gapił się na mnie a ja nie mogłam tego znieść. Nie lubię jak ktoś na mnie patrzy. Chłopak doprowadzał mnie do szału. W końcu odwarzyłam się wyjść z terenu mojego nowego domu. Chłopak dalej się na mnie patrzył. W końcu do mnie podszedł i zapytał:
-To Ty jesteś ta nowa?
-Tak, A co?
-A nic. Jestem Louis.
-A ja TI. Miło mi
-Skąd jesteś?
-Praktycznie z końca Londynu
-Uuu.. A co Cię tu sprowadza?
-Praca taty. A Ciebie?
-Marzenia.
-Czyli?
-Zobaczysz kiedy będę śpiewał dla Ciebie na scenie.
-Haha! Ok. Powodzenia!
Gadałam tak z tym chłopakiem chyba z 3 godziny. Aż zadzwonił mi telefon. Odebrałam i usłyszałam głos taty.
-TI! Gdzie Ty jesteś!
-Na spacerze z nowym kolegą.
-Że co? Jakim kolegą? Masz wracać natychmiast do domu!
-Ok.. Ok!
Zakończyłam rozmowę z tatą. Między mną a Louisem trwała niezręczna cisza. Z tego co się dowiedziałam chłopak ma 18 lat.
-Dasz swój numer telefonu? Zapytał.
-Tak! Oczywiście!
Podyktowałam chłopakowi mój numer.
-Adresu już nie musisz ;)
-Wiem.
-Kiedy się zobaczymy?
-Zależy do jakiej szkoły chodzisz!
-Tutaj na osiedlu!
-To w szkole! Albo może nawet i jutro!
-Ok! Odprowadzisz mnie?
-Tak! Mieszkam obok!
-Fajnie! Mój pierwszy znajomy!
Wracaliśmy do swoich domów cały czas śmiejąc się i gadając. Dobrze mi się z nim rozmawiało. Ale nadszedł czas rozstania. Mieliśmy okna naprzeciwko siebie. Więc możemy się drzeć. Ale to było by dziwne.
Wróciłam do domu. Weszłam do swojego pokoju i nagle przyszedł mi SMS. Wzięłam do ręki telefon. Nieznajomy numer. Otworzyłam SMS i...
-TI! Usłyszałam głos mamy z dołu
-TI! Już jedziemy!
-Dobrze mamo! Rozejrzałam się ostatni raz po moim pokoju. Można powiedzieć że się z nim pożegnałam. Nie chciałam tego. Nawet najdroższy dom na świecie nie zastąpi mi tego. Ale musi. Wzięłam walizki i zeszłam na dół. Moja mama uśmiechała się do mnie. Jednak dla mnie nie było powodów do śmiechu. Wyszłam z domu, Wrzuciłam walizki do bagarznika i wolnym krokiem cały czas patrząc na były dom podążałam w stronę drzwi. Odjechaliśmy. Tak oto ostatni raz widziałam mój dom. Po ok 1 godzinie dojechaliśmy na miejsce. Dom był piękny. Tata mówił że dom umieszczony jest tam, gdzie mieszkają sławy.
Rodzice popatrzyli na mnie oczekując reakcji. Ja jednak nic nie powiedziałam. Postanowiłam wyjść z samochodu wejść do domu. W domu było pięknie. Tata wszedł do środka i skierował mnie do mojego pokoju. Otworzyłam drzwi i oczom nie wierzyłam. Tego pokoju nie dało się porównać do mojego starego. Rozpakowałam się i postanowiłam zwiedzić okolicę. Wyjęłam z walizki buty oraz kurtkę i wyszłam. Pierwsze na co zwróciłam uwagę to chłopak. Brunet o brązowych oczach. Gapił się na mnie a ja nie mogłam tego znieść. Nie lubię jak ktoś na mnie patrzy. Chłopak doprowadzał mnie do szału. W końcu odwarzyłam się wyjść z terenu mojego nowego domu. Chłopak dalej się na mnie patrzył. W końcu do mnie podszedł i zapytał:-To Ty jesteś ta nowa?
-Tak, A co?
-A nic. Jestem Louis.
-A ja TI. Miło mi
-Skąd jesteś?
-Praktycznie z końca Londynu
-Uuu.. A co Cię tu sprowadza?
-Praca taty. A Ciebie?
-Marzenia.
-Czyli?
-Zobaczysz kiedy będę śpiewał dla Ciebie na scenie.
-Haha! Ok. Powodzenia!
Gadałam tak z tym chłopakiem chyba z 3 godziny. Aż zadzwonił mi telefon. Odebrałam i usłyszałam głos taty.
-TI! Gdzie Ty jesteś!
-Na spacerze z nowym kolegą.
-Że co? Jakim kolegą? Masz wracać natychmiast do domu!
-Ok.. Ok!
Zakończyłam rozmowę z tatą. Między mną a Louisem trwała niezręczna cisza. Z tego co się dowiedziałam chłopak ma 18 lat.
-Dasz swój numer telefonu? Zapytał.
-Tak! Oczywiście!
Podyktowałam chłopakowi mój numer.
-Adresu już nie musisz ;)
-Wiem.
-Kiedy się zobaczymy?
-Zależy do jakiej szkoły chodzisz!
-Tutaj na osiedlu!
-To w szkole! Albo może nawet i jutro!
-Ok! Odprowadzisz mnie?
-Tak! Mieszkam obok!
-Fajnie! Mój pierwszy znajomy!
Wracaliśmy do swoich domów cały czas śmiejąc się i gadając. Dobrze mi się z nim rozmawiało. Ale nadszedł czas rozstania. Mieliśmy okna naprzeciwko siebie. Więc możemy się drzeć. Ale to było by dziwne.
Wróciłam do domu. Weszłam do swojego pokoju i nagle przyszedł mi SMS. Wzięłam do ręki telefon. Nieznajomy numer. Otworzyłam SMS i...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
